Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS

Kudłaty

piątek, 30 grudnia 2016

Któregoś dnia chodziłam po domu w czarnych legginsach i czarnej koszulce na ramiączkach. Przechodząc po pokoju, zerknęłam w okno i zobaczyłam siebie. I tak mi się skojarzyło, co od razu musiałam powiedzieć Mężowi...

Zo: Zobacz, wyglądam dziś jak baletnica!

K. [ze stoickim spokojem]: Wyglądasz, jakbyś zjadła baletnicę.

No i jak go nie kochać? ;)

 https://gryziolki.wordpress.com/page/2/

Obrazek stąd: https://gryziolki.wordpress.com/page/2/

wtorek, 06 grudnia 2016

Mikołajki. Wieczorem na Mikołaja czekały trzy pary butów. Rano, oprócz prezentów w nich, znaleźliśmy czwartą parę butków z prezentem w środku. Rozczuliłam się, jak cholera. Uwielbiam mojego Męża <3 :)

sobota, 05 listopada 2016

Jestem w kuchni. Na cały głos śpiewam sobie:

Zo: Lalala, motylem jestem! 

K. parsknął: Osz kurna! :D 

Zo: Chciałeś coś powiedzieć? 

K.: Jesteś najcudowniejsza na świecie. Jesteś najcudowniejszym motylkiem na świecie ;)

Nie ma to jak wsparcie męża  ;)

środa, 18 listopada 2015

Mąż wieczorem ścieli łóżko. Wyjął pościel i doznał olśnienia...

K.: Może dlatego ci się mieści ta pościel w skrzyni, bo ty ją składasz!

;)

wtorek, 03 lutego 2015

"Dmuchał wilk razy kilka, dmuchnęli i wilka" :)
Tatuś i jego radosna twórczość po obejrzeniu bajki z dzieckiem ;)

wtorek, 08 lipca 2014

Mąż mój szykował się do pracy. Spieszył się trochę, bo późno już było.

Zo: A może byś się do mnie uśmiechnął?

K. zatrzymał się na chwilę, spojrzał na mnie, nadal poważnie i stwierdził, że jak ja się spóźniam do pracy, to nie dość, że się nie uśmiecham, to jeszcze krzyczę. Stwierdziłam że nieprawda, oj, najwyżej lekko warknę ;) W końcu K. uśmiechnął się blado i poleciał do pracy.

Włączyłam odkurzacz, żeby załatwić sprzątanie rano, kiedy jeszcze upał jest w miarę do zniesienia. Po chwili przybiega do mnie Ediś, wołając, że telefon dzwoni. To był domofon. Odebrałam i usłyszałam uśmiechnięte:

K.: Buziak polecony :)

A na zdjęciu dzieło mojego K. :)

piątek, 24 stycznia 2014

Ediś ogląda swoją ulubioną bajkę, a my razem z nim.

K.: Ale Mariella mogłaby się przebrać na podróż.

Zo: Przebrała się później. Ech, ja mogłabym coś ze sobą zrobić, ale wybitnie nie miałam natchnienia.

K.: To znaczy co?

Zo: No, głowę umyć, umalować się...

K.: Wiesz, ja się cieszę, że przygotowałaś obiad, a nie piosenkę ;)

 

To a propos obrazka, który jakiś czas temu pokazałam mu na fb:

 

sobota, 28 września 2013

Kilka dni temu, ale dziś mi się przypomniało...

Wieczór, K. ma wyjść z psem przed snem. Ubiera się, bierze fajkę, klucze, wychodzi, zamyka drzwi na klucz... Otwiera drzwi, wchodzi do pokoju...

K.: Kalimba, chodź na spacer!

Kalimba się budzi i powoli wychodzi spod stołu, a ja mam wrażenie, że zaraz pęknę ze śmiechu. Tego jeszcze nie było, żeby zapomnieć o psie, wychodząc z nim na spacer... ;)

 

czwartek, 13 grudnia 2012

Oglądamy sobie wczoraj wieczorem "Matura to bzdura". Mamy ubaw po pachy, ale też zacinamy się na niektórych pytaniach. W pewnym momencie pada pytanie o zalotkę. Zapytuję więc Męża, zanim pada poprawna odpowiedź...

Zo: Wiesz, co to jest zalotka?

K.: Wiem, taka zalotna kobieta.

Zo: He he, też. Ale przyrząd...

K. [robi wielkie oczy]: Naprawdę??

Zo: No. Takie coś do podkręcania rzęs.

K.: Aha. Ale wiem, co to jest zachętka.

Zo: ???

K.: Taki enzym, który się dodaje do nabiału... A nie, k-wa, podpuszczka!

Zo: :D [turlam się]

 

poniedziałek, 03 grudnia 2012

W większości znanych mi związków, to kobieta pamięta o wszelkich rocznicach. Faceci przykładają do tych spraw nieco mniejszą wagę. Ja też zawsze miałam niesamowitą pamięć do ważnych dat... Do czasu :p

Wstałam wczoraj w okropnym, ostrym bólem żołądka i nudnościami. Nie miałam pojęcia, co się dzieje, ale fajne to nie było. Poleżałam chwilę, przeczekałam najgorszy atak bólu i poleciałam do łazienki, bo bałam się, że mi się cofnie... Nic z tego - nie było mi dane sobie ulżyć. Wróciłam do łóżka bez chęci do czegokolwiek. Kiedy tak przemieszczałam się z miejsca na miejsce, zauważyłam, że K. krząta się w kuchni, ale jakoś nie zamyślałam się nad tym. Miałam ochotę iść spać i wstać dopiero, jak mi się poprawi. Ale Ediś plątał się po pokoju, co chwila mnie wołał, żeby pokazać mi jakąś niebywale ciekawą rzecz, więc postanowiłam się podnieść. 

Siedziałam taka rozmemłana na brzegu łóżka, zbierałam się w sobie, żeby wstać i się ubrać, kiedy do pokoju wszedł K. Niósł tacę. Położył ją przede mną, a ja oniemiałam - na tacy było śniadanko i... trzy róże. Kompletnie zgłupiałam, nie miałam pojęcia, skąd te kwiaty. Ale długo nie musiałam czekać na wyjaśnienia. K. powiedział, że ponieważ w poniedziałek najpierw on mi ucieka [do pracy] a później ja mu uciekam [też do pracy - nocka] to postanowił uczcić naszą rocznicę dzisiaj. No i w tym momencie oczy wyszły mi z orbit i kopara opadła do samej ziemi [musiałam wyglądać niezbyt inteligentnie :p]. Kompletnie, zupełnie, całkowicie zapomniałam o naszej rocznicy ślubu! Normalnie jak typowy facet :p

K. miał zaplanowanych kilka rzeczy na ten dzień, ale jako że ja zdychałam z powodów żołądkowych, zrezygnował z wypasionego obiadu i zrobił mi dietetyczny. Deser całkowicie sobie [nam] darował. Natomiast wieczorem, kiedy położyliśmy Ediśka spać, a ja poczułam się lepiej, mój Mąż wyjął butelkę białego wina, które lubię i torebkę z prezentem - ramką na zdjęcia oraz kartką z życzeniami. Zrobiło mi się jeszcze bardziej głupio, że ja nic dla niego nie mam. Będę musiała to nadrobić, oj będę musiała!

Kocham tego mojego Kudłatego najbardziej na świecie. Jest najcudowniejszym darem od losu, jaki otrzymałam. Nie dość, że prezentuje się zajebiście, to jeszcze każdego dnia udowadnia mi, że jest cudownym facetem. Szczęściara ze mnie, nie ma to tamto! :)


 
1 , 2 , 3