Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
środa, 24 grudnia 2014

Kilka dni temu moje dziecko zaskoczyło mnie po raz kolejny. 

Po wieczornej bajce przeżegnał się i powiedział, że teraz się pomodlimy. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że dobrze. Młody powiedział:

Ediś: Dziękujemy za dzień. Proszę o śnieg i jasno. 

Miałam ochotę się roześmiać, ale tylko się uśmiechnęłam i powtórzyłam za nim "amen" :)

 

Natępnego wieczora bajkę przeczytał mu Tatuś. Zgasił światło i przyszedł do mnie. Po chwili usłyszeliśmy z pokoju małego:

Ediś: Mamooo!

Poszłam do niego.

Zo: Słucham, syneczku?

Ediś: Pomodlimy się?

Zo: Dobrze, kochanie.

Ediś przeżegnał się i powiedział:

Ediś: Dziękujemy za ten dzień. I proszę, daj nam trochę śniegu...

 

Jak widzimy, Pan Bóg nie wysłuchał jego prośby, ale wiadomo, że nie daje nam wszystkiego, czego chcemy ;) Ale na wspomnienie tych pierwszych modlitw mojego dziecka uśmiecham się ciepło... to pozostanie w moim serduchu chyba na zawsze :)

 

12:02, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
piątek, 12 grudnia 2014

We środę w pracy bardzo źle się czułam. Nudności i bóle żołądka. Myślałam, że wystarczy omeprazol, jednak moje nadzieje rozwiały wymioty tuż przed wyjściem z pracy. Powtórka w domu [ledwo dojechałam]. K. wrócił z małym i okazało się, że ma potworną biegunkę. Na szczęście, Ediś nie okazywał żadnych niepokojących objawów. Do czasu.

Dziś w nocy obudził mnie jego płacz. Okazało się, że zrobił w łóżku kupę, o ile mozna to kupą nazwać. Tak ostrej biegunki moje dziecko jeszcze nie miało. Brudna woda - to najlepsze określenie. Rozebrałam, wykąpałam, przebrałam, posadziłam na nocniku i zabrałam się za sprzątanie pokoiku. Musiałam zdjąć pokrowiec z gąbkowego łóżeczka, całą pościel z pokrowcem wrzuciłam do pralki, zaprałam dywanik, wypłukałam metrowego misia, którego głowa też ucierpiała... i pościeliłam małemu na materacu u nas w pokoju, stawiając obok nocnik. I dobrze, że tak zrobiłam, jeszcze kilka razy budziła mnie salwa honorowa. Tylko raz nie zdążył.

Rano mamy już chyba spokój. Oby. Ale moje dziecko wygląda jak kupka nieszczęścia. A mi w nocy, między pobudkami, śniło się, że bylismy u lekarza i młody ważył tam 10,9kg... Normalnie waży koło 16kg. Brrr... Zjedlismy lekkie sniadanko, zaraz weźmiemy probiotyki i będziemy sie modlić, żeby na tym się skończyło.

 

09:10, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
piątek, 05 grudnia 2014

Wracaliśmy od lekarza [alergia, wysypka, bardzo rozległa, leczymy się doustnie i maścią] i przechodziliśmy koło piekarni. Dziecko moje poprosiło o bułkę z dżemem w środku. Zdziwiłam się [że kojarzy piekarnię z bułkami i że zna bułkę z dżemem w środku ;) ] ale powiedziałam, że nie, nie będziemy kupować [mały m.in. nie może jajek] za to mama znajdzie jakiś przepis i upiecze mu bułeczki.

Edi: Z dżemem w środku?

Zo: Tak, z dżemem.

Edi: W środku?

Zo: Dobrze, będą z dżemem w środku.

I były :)

Przepis znalazłam tutaj: bułeczki drożdżowe.

A wyszły mi tak:

Wszystkim posmakowały, rozeszły się błyskawicznie :)

19:23, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (1) »
środa, 26 listopada 2014

Kwestia podejmowania przez dziecko decyzji przypomniała mi rozmowę z Gem_mą, która zmusiła mnie do przemyśleń, jak radzę sobie z buntem Ediśka...

Po pierwsze, trzeba sobie uzmysłowić, że to naprawdę normalne. Któregoś ranka miałam akcję pt. "nie chcę iść do przedszkola" - bo Tatuś wrócił po dwóch dniach nieobecności. Był płacz, było totalne ignorowanie mnie, mały odwracał się, zamykał oczy, wydziwiał... Najpierw byłam spokojna, próbowałam tłumaczyć, potem się zaczęłam wkurzać, krzyknęłam nawet, ale zero reakcji. W końcu wyszłam do kuchni na chwilę. Kiedy wróciłam do pokoju, mówiąc spokojnie, zaczęłam go ubierać. Nie chciał, ale byłam stanowcza, choć łagodna. Potem wzięłam go za rączkę i powiedziałam, że idziemy myć ząbki. Zamknął oczy i pokładał się, musiałabym go ciągnąć. Mimo że w środku się we mnie gotowało, postawiłam go na nogi [dwukrotnie :p ] i łagodnie, ale stanowczo, mówiłam, że trzeba umyć ząbki. Umyliśmy je i już poszło z górki. To chyba nasz sposób - kiedy nic nie działa, daję jemu i sobie chwilę, a potem mówię i działam - to połączenie łagodności i stanowczości działa chyba najlepiej. Ale zawsze mam chwilę, że muszę iść odetchnąć, bo szlag mnie trafia :p

Dziecko, to tez człowiek. Zdarza mi się o tym zapominać, choć coraz rzadziej ;)
Ale to wszystko to jest potrzebne. Dlaczego? Dziecko musi ćwiczyć swój charakter. Musi się rozwijać, również w ten sposób. Nie chcę, żeby moje dziecko było w przyszłości bezwolnym, ślepo posłusznym baranem. Bardzo chcę, żeby Edgar był świadomym człowiekiem, samodzielnym, rozsądnym, walczącym o swoje. Do tego potrzeba treningu i my, rodzice, jesteśmy trenerami :) Dlatego często, kiedy mały reaguje na coś wyciem albo ślepym buntem, proszę go, żeby się uspokoił, przytulam i zachęcam, żeby ze mną rozmawiał, że jeśli na coś się nie zgadza, coś mu nie pasuje, to niech nie płacze, tylko mi to powie - a wtedy razem spróbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie. To jest trudne, ale cholernie budujące, kiedy zaczyna działać :D

Dziś rano też mieliśmy teatr. Przetrwaliśmy ;)

11:35, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 24 listopada 2014

Zrobiło się zimno, wyjęliśmy dziś pierwszy raz rajstopki. Kiedy mały ubierał się przed wyjściem do przedszkola, mówiłam, że w przedszkolu zdejmiemy rajstopki, założymy dresik i skarpetki.

Edi: Ja nie chcę dresika. Chcę zostać w rajstopkach, jak Emil.

Ooo, nieźle, zaczynamy podpatrywanie u kolegów...

W przedszkolu zapytałam jeszcze, czy przebierze się w dres, ale stanowczo odmówił.

Edi: Nie, mamo, chcę zostać w rajstopkach.

No dobrze, dziecko, nie ma problemu. To są właśnie decyzje, które możesz śmiało podejmować sam ;)

 

09:06, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
środa, 19 listopada 2014

Wróciłam ze spaceru z psem.

Zo: Zzzzimnoooo...

K.: To może zaczniesz nosić czapkę.

Zo: Nie będę tej nosiła, jest okropna. Odbiorę polar i uszyję sobie fajną.

K.: Ty niedługo przestaniesz mi mówić, żebym sobie kupił nowe spodnie, tylko mi po prostu uszyjesz. Niedługo nic nie będziemy kupować ;)

 

Nooo, może nie aż tak ;) Ale czapkę sobie uszyję :p

Przy okazji... ;) Szmaciaki Zołzy :)

21:48, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 listopada 2014

Ciąg dalszy tematu...

Edi: Pokaż mi.

Zo: Co ci pokazać?

Edi: Zdejmij dresik i pokaż, co tam nie masz.

Zatkało mnie na chwilę, ale zaraz zaczęłam mu wyjaśniać, że ludzie nie pokazują sobie ot tak tego, co mają w majteczkach. I że on też nie może pokazywać nikomu, chyba że nam, kiedy go myjemy... itd.

No i przy okazji za nami pierwsza pogadanka na temat bezpieczeństwa... Rety, to naprawdę tak szybko ten czas leci? Naprawdę dziecko nam tak rośnie?

 

19:37, ja-zolza , Edi
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 listopada 2014

Kolejna z rozmów w stylu: "Tato, ty jestes chłopcem, ja jestem chłopcem, a mama? aha, dziewczynką"... Dzis doszło pytanie "dlaczego?". Nie powiemy, że chłopcy maja krótkie włosy, a dziewczynki długie, to durne wyjasnienie, a zresztą, u nas w domu jest odwrotnie ;) Powiedzieliśmy więc, że chłopcy maja siusiaki, a dziewczynki nie.

Zaskoczenie. Wyjaśniłam więc, że on ma dziurkę na końcu siusiaka, a dziewczynki nie maja siusiaków, tylko po prostu maja dziurki. Pomyślał, przetrawił i podsumował...

Edi: Chłopcy sa siusiakowi. A dziewczynki są dziurowe... Dziurawe!

I tyle w temacie ;)

 

21:05, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (2) »
wtorek, 11 listopada 2014

Jest u nas moja mama. Podobnie, jak w przypadku Joli, Babcia Ala ma przerąbane, bo od niedzieli jest ciągle tylko "Babciaaa!" ;)

Ale smiesznie było, kiedy mały wołał ze swojego pokoju...

Edi: Babciaaa!

Babcia: Słucham, Edisiu, co chcesz?

Edi: Mamo, to nie do ciebie było!

Zo: Ale to nie ja mówiłam...

I w ten sposób dowiedziałysmy się z Mamą, że mamy podobne głosy ;) Lekko nas to zaskoczyło, ale kiedy sytuacja się powtórzyła, stwierdziłyśmy, że coś jednak musi w tym być :p

 

21:51, ja-zolza , Edi
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 listopada 2014

W piątek Ediś został w domu z Ciocią Jolą. Kiedy dowiedział się, że taki jest plan, uśmiechnął się od ucha do ucha, zaczął machać łapkami i wołać "super, ale się cieszę!" :D

Ciocia Jola miała dzień pełen wrażeń i radochy ;)

*

Jola wyjęła sobie owocowy jogurt pitny.

Edi: Co jesz?

Jola: Piję jogurt, którego Ediś nie może.

Edi spojrzał na nią z czymś w rodzaju mieszanki politowania i oburzenia [ciężko to opisać ;) ]

E: Ja jem owoce i warzywa!

*

Jola włączyła muzykę na yt.

E: Co to jest?

J: Slash.

E: O, to tego jeszcze nie znam.

*

Kiedy wróciliśmy z pracy, Edi nadal chciał mieć Jolę na wyłączność. Co chwila wołał ją do swojego pokoju.

E: Jola, chodź ze mną...

Zo: Edi, podziel się ze mną Jolą!

E: Mamo, to ty się podziel...

...

Zo: Ediś, Jola była z tobą cały dzień, teraz ja chcę z nią porozmawiać...

Też nie docierało. W końcu Jola miała z nas ubaw, kiedy się licytowaliśmy.

Zo: Teraz Jola jest moja.

E: Nie, moja!

;)

*

Edi wołał z łazienki: Jolaa!

K.: Edi, co chcesz?

E: Kupę zrobiłem...

Ojciec poleciał do niego, a my płakałyśmy ze śmiechu ;)

 

A kiedy Jola poszła, mały dopytywał się, kiedy znów nas odwiedzi. Fajnie mieć Kogoś, kogo wszyscy tak mocno kochamy :) Ciociu Jolu, dziękujemy za to, że jesteś :) :*

20:21, ja-zolza , Edi
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 38