Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
niedziela, 28 października 2012

Jestem wykończona...

Dziecko moje świrowało dziś przy jedzeniu, jak nawiedzone jakieś... A że nie ustępowałam, to niezłą przeprawę mieliśmy niemal cały dzień - z małymi przerwami [pomidorowa była cacy, jako i potrawka mięsna z brukselką, marchewką i kaszą jaglaną]. Na dodatek K. wybył przed 14:00 do szkoły i zostaliśmy sami na placu boju... Pfff... Wieczorem doszło młodemu zmęczenie, więc koncert dał przedni. Właśnie go położyłam - nie da się przetłumaczyć, że zmiana czasu była :p

Jakby tego było mało, mam chyba tę bostońską chorobę - małe, upierdliwie bolące pęcherzyki na dłoniach. Od piątku. Dziś jedna mi pękła, a płyn jakby co roznosi wirusa, więc cały dzień paraduję wystrojona w gumowe rękawiczki. Na szczęście nie lateksowe i całkiem fajne, to ręce dają radę. Jutro idę z tym do lekarza, bo co prawda nie leczy się tego, ale jeśli lekarz potwierdzi moją diagnozę, to do pracy raczej z tym nie pójdę.

Jakby dodać do tego przedwczesną zimę, której nie cierpię, to w ogóle dół byłby totalny, ale staram się nie dawać nieprzyjaznej aurze. Czekam na Męża, zapierniczając w fejsbukowej restauracji ;) i popijając zieloną herbatkę aromatyzowaną grejpfrutowo [nie przepadam za takimi cudami, ale ta jest wyjątkowo pyszna]. I byle do wiosny :p

I coś dla uśmiechu... :)


19:30, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (17) »
sobota, 27 października 2012

Żłobek psuje mi dziecko.

Młody nigdy mi tak nie grymasił, jak ostatnio. Najpierw myślałam, że to przez wychodzące ząbki, przez chorobę itd. Ale zrozumiałam, że to nie to, kiedy pani w żłobku powiedziała któregoś dnia, że Edgarek nie miał dziś apetytu, prawie nic nie chciał jeść, to dostał biszkopty i chociaż je zjadł. Jednorazowo ok, ale na dłuższą metę tak się nie da. Powiedzieliśmy paniom, żeby w razie czego przetrzymały małego - nie zje śniadania, to zje drugie, nie zje drugiego, to zje obiad. A jeśli dostanie ciastka, to raczej nie zje kolejnej porcji.

Najlepiej obrazuje to wszystko sytuacja, kiedy w domu Ediś odpychał mi miskę z jedzeniem, wstawał, podchodził do szafy, gdzie na górze trzymamy biszkopty, wysuwał paluszek do góry i wołał "niam niam!". Oczywiście, nie dostał słodkości.

To nie jest tak, że ja mu w ogóle nie chcę dawać słodkich rzeczy. Ale z umiarem. I tylko jako deser, a już na pewno nie zamiast konkretnego posiłku. Nie chcę go za parę lat turlać do szkoły :p

Dziś zrobiłam mu na śniadanie kuskus z mlekiem i owocami. Nie zjadł na pierwsze śniadanie, nie zjadł na drugie. Więc w porze zupki wciągnął całą michę zupy i zagryzł jeszcze chlebem. Tak, wiem, białe pieczywo w nadmiarze też nie jest ok, no ale bez przesady :p

No i cóż - miejmy nadzieję, że panie w żłobku wezmą pod uwagę naszą prośbę. A w domu będziemy dalej robić po swojemu. Może naprostujemy naszego glutka ;)

 

12:15, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (17) »
czwartek, 25 października 2012

Jestem dumna z moich chłopaków! :)

Jedną z ulubionych zabawek Ediśka jest tzw. sorter - klocki w różnych kształtach wkłada się do pudełka przez odpowiednie otwory. Na początku małemu nie bardzo to wychodziło, przy niepowodzeniu denerwował się i oddawał mi klocki, żebym ja włożyła. Z czasem miał coraz więcej cierpliwości i nauczył się wkładać klocki do wskazanego przeze mnie otworu albo próbował sam aż do skutku. Ale przez ostatnich kilka dni ćwiczył z Tatusiem i efekt dzisiaj po prostu mnie powalił!

K. mówi małemu, żeby wziął kółeczko i włożył do pudełka, a młody zbiera wszystkie klocki z kołem w podstawie i wkłada bezbłędnie do odpowiedniej dziurki! To samo powtórzyło się z trójkącikami i kwadracikami. Po prostu kopara mi opadła i siedziałam tak rozdziawiona, z wybałuszonymi oczami i nadziwić się nie mogłam. Zdolniachy moje kochane - i Uczeń, i Nauczyciel :)

No, to chyba czas zacząć uczyć bąbla kolorów ;)

Zdjęcia, oczywiście, nie zrobiłam [nawet o tym nie pomyślałam z tego wszystkiego :p] - jest za to Ediś wracający wczoraj ze żłobka. Fontanna jest strasznie fascynująca ;)


 

09:02, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (6) »
wtorek, 23 października 2012

Sobota zaskoczyła nas poranną mgłą i przepiękną pogodą później. Postanowiliśmy z rodzinką wykorzystać ten słoneczny dzień najlepiej, jak można - idąc na długi spacer! :)

 

11:00, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (14) »
czwartek, 18 października 2012

Tak patrzę i widzę, że nie przedstawiłam Wam jeszcze kosmity dla Kosmi ;)

Uszyłam Siostrze na urodziny poduchę z kosmitą - bo ma fioła na ich punkcie. Prezent się spodobał, więc mogę tu pokazać.

 

środa, 17 października 2012

...żeby nie powiedzieć, że zdychałam.

W piątek skończył się problem z oczkami Ediśka. No to w sobotę mały zagorączkował. W niedzielę wszyscy wstaliśmy chorzy, ale mi tylko dokuczał potworny ból gardła i ogólne rozbicie, natomiast K. dopadła gorączka. Małemu też znowu skoczyła temperatura. Ale wszystko jakoś udało się ogarnąć, więc uzbrojona w spray na gardło i ibuprofen [tak w razie czego] pojechałam na noc do pracy. I już o 19:30 musiałam wziąć lek przeciwgorączkowy. Nie mierzyłam sobie temperatury, ale czułam, jak rośnie. Po godzinie miałam 38,8st. Dopiero po kolejnej godzinie spadła o dwa stopnie. Przez 12 godzin dyżuru bujała mi się ta temperatura tak trzy razy w górę i w dół. Ale jakoś przeżyłam.

Poniedziałek prawie cały przespałam, wtorku też niewiele pamiętam. W zasadzie tak fatalnie czułam się chyba ostatnio, kiedy chorowałam w ciąży i gorączkowałam do prawie 40st. Brrr... I tutaj kolejny raz należą się owacje na stojąco dla mojego Męża. Mimo że sam nie czuł się najlepiej, potrafił ogarnąć wszystko - dziecko, mnie, zwierzaki i mieszkanie. Naprawdę jestem pod wrażeniem. Choć to nie pierwszy raz, kiedy K. staje na wysokości zadania, to znów jest to dla mnie miłe zaskoczenie. I kolejny raz stwierdzam, że mam cholernego farta. Co prawda czasem potrafi mnie wkurzyć, jak nikt inny, ale lepiej trafić nie mogłam z ulokowaniem swoich uczuć :)

Dziś czuję się już lepiej, choć łeb pęka, a gardło drapie - ale to nic w porównaniu z tym, co działo się jeszcze wczoraj. Może nawet pójdę po małego do żłobka, żeby łyknąć trochę powietrza.

 

08:10, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (13) »
piątek, 12 października 2012

Dzisiejsza mleczna mgła za oknem przywiodła mi na myśl zimę...

Zimy nie lubię. Jest zimno, martwo, smutno. Trzeba się ubierać w milion pińcet warstw, brodzić w zaspach, czekać na kolejny spóźniony autobus... No w ogóle be i fuj. Ale, jednocześnie, zima to też Boże Narodzenie, które uwielbiam. I taki tor obrały dziś moje myśli - od wzdrygnięcia się na myśl o śniegu, do uśmiechu wywołanego obrazem Gwiazdki.

Uwielbiam ten czas. Rodzinny, ciepły [mimo zimy ;)], pachnący choinką i dobrym jedzeniem. W tym roku nie pojedziemy do rodziców, bo będę pracowała - nowa na oddziale, to logiczne :p Zrobimy sobie małe Święta w domku. Mój K. jest apostatą, ale, ze względu na mnie, nie ma nic przeciwko kultywowaniu tradycji. Zwłaszcza że, jak mówi, niewiele ma ona wspólnego z religią ;)

Taki mam dziś dzień zadumy...

 

11:18, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (14) »
czwartek, 11 października 2012

Zo: Ediśku, chodź, mama zakropli ci kropelki do oczek, dobrze?

Edi: Okiej - i przerwał zabawę, czekając grzecznie, aż zrobię, co mam zrobić :)

Ediś zobaczył, jak wklejam to zdjęcie i mówi: "Mama! Iisio!" :)

14:19, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
środa, 10 października 2012

Cienko u nas z kasą w tym miesiącu. Moje pół etatu z wypłatą K. to nie są kokosy i, po prostu, musimy oszczędzać. Zaczęliśmy od papierosów. Nie rzuciliśmy całkiem, ale ograniczyliśmy bardzo - na tyle, żeby się w nerwach nie pozabijać ;)

Byliśmy dziś w sklepie z owadem w nazwie. Zakupy ściśle wg listy, niewiele produktów dodatkowych, a i to potrzebne [mięso na przykład :p]. Stoimy w kolejce do kasy, obok stoiska z alkoholami.

Zo: Miśku, może chcesz piwko?

K. [wywraca oczami, że niby pomysł niedorzeczny]

Zo: Ale słonecznik wziąłeś.

K.: Tak, dla ciebie.

Zo: A dla siebie?

K.: Mam ciebie.

... I tak to u nas wygląda. Kudłaty dba o mnie i małego, oszczędzając na sobie, aż do przesady. Bo na to piwko to jeszcze by nas było stać ;) No i jak tu go nie kochać? :)

Tymczasem nasz synek zaprzyjaźnił się z inhalatorem... :)

 

poniedziałek, 08 października 2012

Jak nie urok... to ropne zapalenie spojówek :/

Poza tym utrzymuje się suchy kaszel. Kupiliśmy inhalator i maltretuję dziecko inhalacjami z soli fizjologicznej. Ale przynajmniej później lepiej mu się oddycha [choć najpierw się nieźle nawścieka]. Na oczka dostał krople z antybiotykiem. I znów przerwa w żłobku. Na szczęście, ładnie się odnalazł po pierwszej przerwie, toteż jestem dobrej myśli.

A! Zapomniałam! Dziś rano, kiedy oddawałam małego na ręce pani opiekunce, nie zapłakał, tylko zrobił mi "papa"! Rozwalił mnie tym po prostu :)

Zrobiłam mu dziś zdjęcie, ale to zbyt makabryczny widok, żeby tu wrzucać. Niech więc będzie "zdrowa" fota :p


17:18, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (5) »
 
1 , 2