Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
piątek, 29 czerwca 2012

Jutro dzień matki ;)

W sensie mój. A raczej wieczór. W ciągu dnia jedziemy kupić Ediśkowi zabawki, które miały być prezentem na urodziny [:p] - z tej serii: http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/categories/series/11672/

A wieczorem zostawiam moich chłopaków i wybywamy z Jolcią na piwo i pogaduchy. Długo się zbierałyśmy i ciągle coś nam wypadało, a tu z dnia na dzień udało się nam umówić. Faaaajnie :)

Do zobaczenia po weekendzie ;)

 

14:38, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (7) »
czwartek, 28 czerwca 2012

Plac zabaw. Edi bawi się w piasku, jakaś dziewczynka pozwoliła mu pobawić się swoimi zabawkami. Edgar bawi się, ja siedzę obok i pomagam dziewczynce wymyślać dekoracje do jej babek z piasku ;)

W pewnym momencie na plac zabaw przyszła babcia z wnuczką. Stanęła kilka kroków od nas, gapi się i po chwili mówi:

- Ja to bym się bała...

Zero reakcji, więc baba mówi głośniej:

- Ja to bym się bała tak małe dziecko puszczać na piasku, na mokrym piasku...

Zo [lodowato]:

- To niech pani nie puszcza.

No i sobie poszła, baba wścibska, a miałam ochotę pogadać :p

*

Dziewczynka, która pożyczyła Ediśkowi zabawki, wykopała w piasku dołek. Mały koniecznie chciał tam grzebać, więc mu wykopałam mniejszą dziurę w ziemi. Jednak moje dziecko zdecydowanie wolało tę drugą. Dziewczynka zadowolona zaczęła wołać:

- Podoba mu się moja dziura, podoba mu się moja dziura! ;)

 

08:19, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (10) »
środa, 27 czerwca 2012

Pogoda potrafi dobić człowieka...

Siedzę i niewiele kumam. Poziom mojej koncentracji jest odwrotnie proporcjonalny do siły wiatru za oknem. A czytanie ze zrozumieniem to też dziś nie moja bajka. Młody poszedł wcześniej na drzemkę, a ja piję drugą kawę i walczę z bólem głowy. Idę poszyć, tyle dziś jestem w stanie zrobić :p

11:11, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 25 czerwca 2012

Moje dziecko ostatnio zaczęło naśladować różne nasze gesty. Ale najfajniej mu wychodzi [i to chyba jego ulubione] tzw. "ups!" :)

Małżonek mój osobisty, kiedy np., jak to się mówi, puści bączura, zakrywa usta dłonią i ze śmiechem mówi "ups!". No i dziecię nasze to podpatrzyło. Kilka razy zrobiło tak w zabawie albo tak po prostu, w międzyczasie. Ale któregoś dnia K. karmi bąbla kaszką. Młodemu już nie chciało się dokończyć, wytrącił więc ojcu łyżeczkę z dłoni, tak że zawartość wylądowała na podłodze. I co? Mały spojrzał na ojca, zakrył rączką buźkę w geście "ups!" i zaczął się śmiać... :) Gałganek mały kochany :)

 

10:30, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
sobota, 23 czerwca 2012

Jak człowiek się ogarnie raniutko, jak ja ostatnio, zamiast siedzieć i bąki zbijać, to jakoś tak od razu więcej energii w człowieku ;) Ale to, co się ze mną stało po południu, to już lekkie przegięcie...

Po obiedzie zostawiłam Ediśka z Kudłatym i poszłam do kuchni. Zrobiłam małemu sok śliwkowy, mus wiśniowo-truskawkowy, obiadek na 2 dni, a w międzyczasie wyszorowałam całą kuchnię [dobrze, że mała jest ;)] - szafki, blat, lodówka, zmywarka, podłoga... A w międzyczasie nawet pranie się zrobiło. Zdecydowanie, porąbało mnie. A następnego dnia szalałam w łazience... Ja nie wiem, co to, stres przed wrześniem odreagowuję? ;p

 

08:34, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (12) »
piątek, 22 czerwca 2012

Piszę praktycznie z dnia na dzień i znów muszę zacząć od "wczoraj..." ;) A więc...

Wczoraj udało mi się ogarnąć rano i siebie, i dziecko tak, że po 10:00 [!] wyszliśmy z domu. Zaliczyliśmy zakupy i poszliśmy na plac zabaw. Nie pobyliśmy tam długo, bo deszcz nas przegonił, ale Ediś trochę się pobawił. A ja jestem z siebie dumna, jak nie wiem co i jaram się strasznie tym, że udało mi się przełamać rozmemłaną poranną rutynę.

Według planu, mamy wychodzić po 10:00 na plac zabaw, o 12:00 zupka i drzemka, a potem drugie danie i myk! - po Tatusia z psem do parku. Sądziłam,że trudno mi będzie tego dokonać, ale okazuje się, że jeśli tyko się chce, to można! ;) Wiem, że dla niektórych to nic specjalnego, ale dla takiego śmierdzącego lenia, jak ja, to nie lada wyczyn :p Zatem spinam poślady i goł goł goł! :)

 

10:04, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (14) »
czwartek, 21 czerwca 2012

Wczoraj rano przyjechała do mnie koleżanka z córeczką. Jako że domofon się spier*olił, musiałam dymać na dół, z 9. piętra [na szczęście, winda działała :p]. Wzięłam Ediśka na ręce i zjechaliśmy. Otworzyłam koleżance i weszłyśmy do windy. W ostatniej chwili weszła jeszcze jakaś sąsiadka. Ledwo ją kojarzyłam. Stoimy w tej windzie, a babka do mnie: "A dzidziuś nie zmarznie tak lekko ubrany? Dziś nie jest tak ciepło...". [Młody był w samym bodziaku na krótki rękawek]. Spojrzałam na kobietę i odezwałam się w te słowa: "Wie pani co, strasznie wkurzające są takie uwagi." Speszyła się i zaczęła przepraszać, że to tak z przyzwyczajenia itd. Powiedziałam, że już dobra, ale że to strasznie wkurza, jak się każdy wtrąca, a ja własnemu dziecku krzywdy nie zrobię. Wysiadając piętro niżej jeszcze raz przepraszała. Powiedziałam: "Ok, ok..." :p No bo kłócić się nie zamierzałam, ale nikt mi się, k-wa, nie będzie wpier*alał w to, jak opiekuję się własnym dzieckiem. Koleżanka mało nie pękła ze śmiechu i powiedziała, że chyba nie byłaby w stanie tak prosto z mostu i bez ogródek odpowiedzieć, choć przecież nie daje sobie w kaszę dmuchać. A ja tam jestem za jasnym stawianiem sprawy - życie jest wtedy łatwiejsze ;)

Zdjęcie w ogóle nie związane z tematem - pierwsze postrzyżyny Edgara ;) Buzia zapchana biszkoptem, zagadujący ojciec i ciachająca matka - daliśmy radę ;)

 

09:07, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (12) »
środa, 20 czerwca 2012

Wczoraj jakoś mnie tak zmuliło, że nie miałam sił ani ochoty na nic. Mówię do K., kiedy wrócił z pracy, że rozmroziłam kurzego cyca i nie wiem, co z nim zrobić. Powiedział, że jak nakarmi małego, to zrobi obiad. Wow. Powiedziałam "dziękuję". On pyta, o co chodzi, czy ma robić obiad od razu, czy jak? Odebrał to jako ironię. Ja mówię, że nie, absolutnie, naprawdę dziękuję mu, że nie marudzi, tylko sam bierze się do roboty. On na to ze śmiechem, że małemu robię na dwa dni, to i nam zrobiłam na dwa dni... nic ;) To a propos dowcipu, który przysłał mi na fb:

-kochanie co na obiad?
-nic
-wczoraj było nic
-tak...zrobiłam na dwa dni

:)


Kiedy podał mi obiad, oniemiałam... Niby prosty, ale ładnie podany i przepyszny! Zrobiłam zdjęcie, ale nie zrzuciliśmy jeszcze [mój komputer nie widzi aparatu, mimo instalacji oprogramowania] ale na pewno się pochwalę :) tymczasem niech będzie Ediś, który robi "cacy" Sol.


wtorek, 19 czerwca 2012

Moje dziecko dostało się do żłobka.

W sobotę byliśmy na dniu otwartym. Podczas rozmowy z opiekunkami grupy, mimo że nie padły żadne słowa pod tym kątem, zdałam sobie sprawę z tego, że jestem cholernie zaborczą matką...

Najchętniej sama opiekowałabym się moim bąblem, jeśli już ktoś miałby z nim zostać, to najlepiej, kiedy już zaśnie, ułożony do snu przeze mnie i K. Nie raz zostawał z kimś, ale zawsze wiązało się z to z jakimiś emocjami z mojej strony [przeżywanymi wewnętrznie, nie, nie robiłam z siebie idiotki :p]. Trochę mnie to przeraziło. Bo ogólnie to cudne jest spędzanie czasu z dzieckiem, ale jednak czasami TRZEBA oddać je komuś pod opiekę.

Od września wracam do pracy. Na pół etatu. Miała z Ediśkiem siedzieć Jolcia. Ale zaczęliśmy się zastanawiać, co będzie, jeśli okaże się, że moje pół etatu nie wystarczy [co jest wielce prawdopodobne, zwłaszcza kiedy skończą się oszczędności, a zbliża się ten czas nieuchronnie]. Musiałabym przejść na co najmniej 3/4 etatu. A wtedy byłby większy problem z opieką... I tak myśląc tym torem, doszliśmy do wniosku, że jednak poślemy nasz mały Skarb do żłobka.

Przeraża mnie to, że w grupie jest 20 dzieci, a moje dziecko, jak wiecie, jest małym outsiderem... Poza tym jakoś tak mi źle z tym wszystkim... Kiedy czytałam na głos Kudłatemu broszurkę żłobkową, gdzie dosyć fajnie opisali to, co robić na początku [proces adaptacyjny itp.], to głos mi się załamał i najzwyczajniej w świecie się poryczałam. Nie jestem z tego dumna. Wiem, że muszę nad sobą popracować, bo dzieci bardzo wyczuwają nastroje rodziców i mogę niechcący przyczynić się do gorszego samopoczucia Edgarka w żłobku, czego nie chcę! K-wa, nie jest łatwo być matką...

 

11:23, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (9) »
niedziela, 17 czerwca 2012

Wczoraj byliśmy na placu zabaw - Ediś szalał na zjeżdżalni. Bardzo mu się podobało.
Dziś miała być powtórka, ale... Młody obudził się koło północy z rykiem, dał się utulić, ale, mimo zmęczenia, nie mógł zasnąć. W końcu dostał ibuprofen i po raz drugi w życiu spaliśmy we trójkę. Mieliśmy położyć się tyko na chwilę, w ciuchach, bez mycia, bez pościeli... a padliśmy wszyscy. Dziś też lament. Zęby idą, chyba kilka na raz... Szkoda mi tego mojego małego bąka... 

Jak to napisała jedna znajoma, tym bardziej nam ciężko, że nie jesteśmy zaprawieni w boju, bo mały przesypia całe noce niemal od zawsze i bardzo rzadko zdarzają mu się podobne akcje. Ale co nas nie zabije...

Ediś dostał się do żłobka. Mieliśmy go tam nie posyłać, miała z nim siedzieć Jolcia, ale... Ale o tym kiedy indziej.

Tymczasem moje dziecko po raz kolejny mnie zaskoczyło. Woła "niam". No to mu ukroiłam kawałek jabłuszka i pokroiłam w paseczki. Posadziłam go w krzesełku, a on zmarszczył nosek i nic nie bierze. Próbowałam mu podać, ale nie chciał. Pytam go, co więc chce, a on "niam" - i pokazuje na mój talerzyk. Miałam galaretkę z kurczakiem i chleb. Dałam mu kawałek chleba, wpierniczył raz-dwa i dalej woła "niam". I jabłuszka nadal niet. Dostał więc kawałek buły. Wpieprza i kręci główką mówiąc "mmm... mniam!" :D Ma to po matce - dla mnie podobno też nie było nic lepszego, niż kawałek suchego pieczywa ;)



17:49, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2