Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
wtorek, 28 maja 2013

26. maja 2013, g. 9:30.

K. i Ediś idą z pokoiku małego do naszego pokoju. Ojciec mówi do syna, żeby ten wołał mamę. Dziecko woła więc z całych sił. Wchodzą do pokoju, dziecko nadal woła, ale... mamusia śpi w najlepsze i nie reaguje. Dziecku chyba robi się przykro i nie bardzo wie, co zrobić, więc ojciec, widząc niepewną minkę synka, szturcha matkę na tyle porządnie, że ta otwiera wreszcie zaspane oko...

Obudziło mnie jakieś szturchnięcie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą uśmiechniętą buźkę mojego synka. Brzdąc trzymał coś w łapkach. Podał mi z radością kwiatki, kartkę i prezent. Jeszcze zaspana, odebrałam podarunki i wyściskałam synka oraz stojącego obok męża. Usiadłam i zaczęłam oglądać...

Kwiatki powąchałam, dałam do powąchania synkowi [ostatnio wącha wszystkie kwiatki ;) ] i podałam K., żeby wstawił je do wazonu.

Kartka sprawiła, że łzy zakręciły mi się w oczach... A kiedy ja oglądałam, Ediś z przejęciaem opowiadał, jak Tatuś ją drukował... ["Mama, kalka, tatuś, tutaj!" ;)].


W prezencie otrzymałam książkę, którą zaczęłam czytać jeszcze tego samego dnia, w drodze do pracy [na nockę] - jednak zanim to nastąpiło, czekał mnie szereg atrakcji... :)

Śniadanko, deserek [mini torcik Pavlova z przepysznym kremem, a potem bezy z tymże kremem], obiad - wszystko własnoręcznie przygotowane przez mojego K. :)

Jako że Ediś nie może jeść kurzego białka, szybciutko zrobiliśmy pyszne babeczki ;)


Wspólny spacer, przemiło spędzony dzień. Nie spodziewałam się takich atrakcji, było cudownie! :)

A w poniedziałek była impreza w żłobku, z okazji Dnia Mamy i Taty. Dostałam laurkę od Edisia - synek od razu opowiedział, jak ją robił... ;) Znów mi się łezka w oku zakręciła.


Potem przedstawienie przygotowane przez starszą grupę, a następnie wspólne zabawy i poczęstunek z watą cukrową na deser :D Moje dziecko tylko liznęło, za to ja pożarłam całą z rozkoszą ;) Było fajnie i naprawdę super się bawiliśmy. Za rok może Ediś będzie bardziej chętny do zabawy z dziećmi, bo teraz chciał tylko z nami, ale jego rówieśnicy podobnie, więc to chyba taki wiek... Ja się tylko zastanawiam, jak ja wytrzymam, kiedy moje dziecko będzie mówiło wierszyki i śpiewało, bo teraz, kiedy robiły to inne dzieci, oczy miałam mokre... Rety, muszę się ogarnąć, bo chyba za szybko się rozklejam... :p

 

10:59, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (9) »
piątek, 24 maja 2013

Ediś zjadł śniadanie i zabrał się za zabawę. Po chwili jednak coś mu się przypomniało. Podszedł do stołu, patrzy na pusty talerz po wczorajszych babeczkach i pyta:

- Dzie jeś? Ciasto. Dzie jeś? Ciasto. Dzie jeś?

Zo: Nie ma, synku, wszystko zjedliśmy wczoraj.

Chyba zrozumiał, bo odpuścił. Podszedł za to do butelki z wodą i mówi:

- To jeś? Woda! To jeś? Woda!

Zo: Tak, kochanie, to jest woda...

E.: Opcioć?

Zo: Nieeee, synku, nie będziemy jej teraz otwierać...

Mały odstawił więc butelkę i poszedł dalej odkrywać świat. Znalazł małą gumkę recepturkę.

E.: To jeś?

Zo: To jest gumka.

E.: Tatuś?

Zo: Tak, tatuś też ma gumkę.

Mały wziął gumkę, przyłożył z tyłu główki, jakby chciał sobie związać włoski i mówi:

- Ediś? Fosi?

Zo: Tak, kochanie, można nią związać włosy, ale twoje są chyba za krótkie :)

Tu tak łatwo nie zrezygnował - jeszcze kilka razy próbował związać sobie "fosi".

Widzę, że mamy dziś dzień pod tytułem "to jeś?" ;) Ale ja lubię, kiedy on ma tyle energii i pyta o wszystko! Właśnie poprosił o "buju". Kiedy się zgodziłam, od razu chwycił swojego złomka, żeby przystawić nim drzwi, co by się nie zamykały podczas huśtania. Poszłam po huśtawkę, mały krok w krok za mną. Wracam z huśtawką - Ediś mnie wyprzedził i pokazuje paluszkiem na haki, objaśniając:

- Tutaj!

Poinformowana co i jak, zawiesiłam huśtawkę, posadziłam w niej małego Bąka i wróciłam do komputera. Po chwili słyszę:

- Juś!

Zo: Na pewno?

E.: Kaak? [tak fajnie, śpiewnie, jakby kokietował]

Podchodzę do huśtawki, a wtedy moje dziecko, tym samym tonem:

- Bujuu? :)

To jego stara sztuczka, ale rozbraja mnie za każdym razem... ;)

 

Miałam już kończyć, wstawiać fotkę i publikować... ale mały podszedł do mnie i wlazł mi na kolana. Pokazuje na monitor i mówi:

- To jeś?

Zo: To jest blog.

E.: Kak?

Zo: Tak. Mamusia pisze tu, co robisz, co mówisz...

E.: Asi?

Zo: He he, no tak, Asia też to może przeczytać. Ale ogólnie to wiele osób może to przeczytać, wiesz?

E.: Ciapci?

Zo: No tak, babcia też... :D

 

Pozdrawiamy Ciocię Asię i Babcię Alę ;) :*

A tak smakuje dżem od Babci :)


09:07, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
czwartek, 23 maja 2013

Jestem z siebie dumna.

Wybieraliśmy się z małym do lekarza. Ediś ucieszył się, że wychodzimy. Przebrałam go i sama zaczęłam się szykować do wyjścia. Kiedy zakładałam buty, zauważyłam, że mój synek jest już przy drzwiach, gotowy do wyjścia, a raczej do wyjazdu - siedział na swoim złomku. Zaczęłam mu tłumaczyć, że nie bierzemy złomka, bo idziemy do pani doktor. Że złomka weźmiemy, kiedy pójdziemy po prostu na spacer, ale teraz musi zostać w domu. Młody nie był do końca przekonany. Nadal siedział na swoim jeździku i tylko zerkał na mnie badawczo. Kontynuowałam więc, powtarzając argumentację. I kiedy poprosiłam, żeby zaparkował złomka [K. nauczył go w ten sposób odstawiać jeździk na miejsce ;)] ku mojemu zaskoczeniu, Edgarek bez mrugnięcia okiem, bez grymasu wstał, obrócił autko i odprowadził je na miejsce. Byłam w szoku, ale uradowana niesamowicie. Powiedziałam, żeby wziął sobie jakiś mały samochodzik, co też z chęcią uczynił. I to wszystko. Bez płaczu, bez histerii, bez niczego takiego - oto owoce konsekwencji :D Naprawdę, jestem z nas dumna - z siebie i z K., bo wspólnie pracujemy na takie sukcesy.

Żeby nie było za słodko, to przyznam, że w drodze powrotnej mały zaczął ryczeć, bo chciał na ręce, a ja nie chciałam go wziąć. Ale to była pora jego drzemki, był zmęczony, więc mu wybaczyłam :p ;) Ostatecznie poniosłam go trochę, ale dopiero, kiedy przestał wyć i bez płaczu poprosił, żeby go wziąć na ręce. Teraz mości się na wyrku, zaraz padnie. Słodziak z niego jest kochany... :)

09:56, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
środa, 22 maja 2013

Powstała praktycznie w dwa czy trzy dni - ale miałam wyjątkową wenę ;)

 

piątek, 17 maja 2013

Wróciliśmy  dziś ze spaceru z wielką czerwoną plamą na czole - jadąc złomkiem [plastikowy jeździk] Ediś chciał wziąć kamyczek, przechylił się do przodu i fiknął koziołka przez kierownicę. Zarył czołem o glebę. Jako że nie reagował na moje upomnienia, pozwoliłam mu się przewrócić - wiadomo, że najlepiej uczymy się na własnych błędach. Szkoda mi go było, ale cóż - dopóki się nie przewrócisz, nie będziesz wiedział, czym to grozi, niezależnie od tego, ile razy ktoś będzie cię przestrzegał, prawda? :p

A potem była chwila płaczu, bo mały siedział i nie chciał ani jechać, ani iść - to go zdjęłam, złomka pod pachę, małego za łapkę i sru goł hołm. Wył przez chwilę, ale po paru metrach stwierdził, że on jednak pojedzie i pojechał już bezproblemowo. Czas najwyższy, żeby zrozumiał, że kiedy mama coś mówi na poważnie, to znaczy, że już nie ma innego wyjścia, jak tylko się z nią zgodzić. Nie, nie zamierzam terroryzować swojego dziecka i daję mu dużo swobody, jednak są chwile, kiedy nie ma czasu na przekomarzanki i to właśnie chcę teraz smykowi uzmysłowić. Zobaczymy, ile to nam zajmie czasu ;)



14:08, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (12) »
czwartek, 16 maja 2013

Teściowa chciała czerwonego królika... To się wreszcie doczekała ;) Gorzej, że małemu się spodobał - muszę zrobić podobny egzemplarz ;) Dobrze, że zostało jeszcze trochę materiału :)

 

środa, 15 maja 2013

Sezon na place zabaw rozpoczęty = rozpoczęty sezon na wku*wiające babcie...

Najbardziej irytujące teksty:

* Uważaj, bo się pobrudzisz - do dziecka w piaskownicy;

* Nie biegaj, bo się przewrócisz - bez komentarza...

* Chodź, babcia da bułeczkę... - do kilkulatka z wyraźną nadwagą, powtarzane co chwila...

I dzisiejszy news:

* Kochanie, zobacz, ten chłopczyk wziął twoją łopatkę! Idź, zabierz mu, to twoje. No idź, gapo! - :/

Na szczęście, żadna nie próbuje zwracać mi uwagi.

A moje dziecko nauczyło się targować ;)

Zo: Ediś, chodź, wracamy do domku. Idziemy na zupkę.

E.: Nie. Kapka?

Zo.: Edgarku, kanapka będzie później, najpierw zupka.

E.: Jajo?

Zo: Dobrze, ugotujemy też jajo :)

I młody z uśmiechem wyszedł z placu zabaw. Po drodze uskuteczniał swoje nowe hobby - zbieranie kamyków ;)


 

13:00, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
wtorek, 07 maja 2013

Kudłaty: Ediś, idziesz z tatą na spacer?

Ediś: Nie!

K.: Naprawdę, nie chcesz iść z tatą?

E.: Nie!

K.: Ediś, a pójdziesz z tatą pooglądać gitary?

E.: Tak! Gara! :D

I poszli... do sklepu muzycznego :)

 

17:24, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (5) »