Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Kocham mojego Męża najbardziej na świecie... ale czasami mam ochotę palnąć go w łeb :p

Też jestem leniem. Naprawdę. Uwielbiam się byczyć, nie cierpię sprzątać itd. Ale, k-wa, czasami po prostu trzeba coś zrobić. Szanowny Małżonek jakoś nie może tego pojąć. O pierdoły chodzi, ale z pierdół składa się codzienne życie.

Luzik, długo się wściekać nie będę, bo nie potrafię i nie chcę. Ale jak zapyta dzisiaj o obiad, to powiem, że jest tam, gdzie to, o co go wczoraj poprosiłam... :p I mam dziś wszystko tam, gdzie ta lama. O.


czwartek, 26 kwietnia 2012

Wczoraj wyjęłam schab, żeby zrobić kotlety. Ale strasznie mi się nie chciało. Zastanowiłam się chwilkę, co tu zrobić, żeby nie babrać się z panierką... i po chwili już wiedziałam. A co, raz się żyje - spróbuję ;)

Mięso osoliłam, opieprzyłam, dałam czosnek granulowany, włożyłam do naczynia żaroodpornego i podlałam odrobiną wody. Wstawiłam do piekarnika. Wzięłam jajko i rozbełtałam je w miseczce. Dodałam jogurt [bo nie miałam śmietanki, a ze śmietaną byłoby suuuuper] i oregano. Ukroiłam 4 plastry sera [takie na niecałe 0,5cm] i pokroiłam je w drobną kosteczkę. Dodałam do jogurtu. Odstawiłam do lodówki. Kiedy mięso się zapiekło troszkę, zalałam je przygotowanym sosem. Poczekałam, aż się zrobi sztywna, lekko zapieczona pierzynka. Cholerka, ze śmietaną byłoby super, bo ten jogurt dawał kwaskowaty posmak. Ale K. nie narzekał - dojadł to, co zostawiłam, zachwycając się głośno ;)

Ale dzień wcześniej wyszło mi coś lepszego. Miałam pół piersi z kurczaka. Pokroiłam ją w plastry, jak chleb. Ułożyłam w naczyniu żaroodpornym, pomiędzy plastry mięsa wkładając cząstki jabłka. Taki tasiemiec wyszedł. Posypałam od serca suszoną żurawiną, zalałam wodą, dodawszy uprzednio przyprawy. Wyszło rewelacyjne!

Dziś było standardowo - kawałki wieprzowinki z cebulką i pieczarkami, podane z pęczakiem. Mniam :)

Zdjęć brak, bo wszystko tak pachniało, że pożarliśmy, zanim zdążyłam pomyśleć o aparacie ;) Niech więc będzie Ediś, który podjadał nam kaszę z talerzy ;)

16:27, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Wymęczenie, opaleni, szczęśliwi - tacy jesteśmy po wyjeździe :)

Śniadanka - i w sumie każdy inny posiłek też - pod chmurką, a raczej pod słońcem. Pogoda świetna, ludziska niesamowicie fajni, dzieciaki fantastyczne... Obawialiśmy się trochę, czy to się uda, zwłaszcza czy faceci się zgrają, ale rzeczywistość bardzo pozytywnie nas zaskoczyła.

Ediś okazał się outsiderem - jedno dziecko jeszcze ok, ale przy większym zbiorowisku wolał oddalić się w spokojny kącik. Podobno artyści tak mają ;)

Bardzo fajne miejsce, dużo zwierzaków. Byliśmy tutaj: http://www.aniafilip.net/

Nie mam sił na nic, a zaraz musimy się zbierać, w południe kontrolna wizyta Ediśka u lekarza. Lecę więc suszyć włosy, a Wam zostawiam kilka zdjęć... :)

 

 

 

 

 

10:37, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (6) »
środa, 18 kwietnia 2012

Jedziemy, jedziemy, jedziemy!

Szykuje nam się kilka wyjazdów w najbliższym czasie. Zaczynamy w ten piątek. Wybieramy się na zlot, gdzie spotkamy się z rówieśnikami Ediśka i ich rodzicami. Spokój, cisza [nie licząc berbeci ;)], woda, przyroda, zwierzaki... Odpoczynek od codziennego życia. Nie możemy się doczekać. Dziś jedziemy na zakupy - trzeba zrobić zapasy na drogę dla nas i dla małego.

Po cichu liczę na to, że Edi prześpi nam całą drogę [trochę ponad 300km] żeby nie trzeba było zatrzymywać się na karmienie po trasie. No ale zobaczymy, jak to będzie. Tak czy siak, będzie fajnie - bo jedziemy całą rodzinką :)

Siostra K. zajmie się w weekend zwierzakami. W maju wyjeżdżamy do mojej rodzinki, a później do rodziców K. - wtedy bierzemy ze sobą Kalimbę, a do kici i rybek zajrzy moja siostra. Potem posiedzimy trochę w domu.

W międzyczasie mamy 2 śluby - 28.maja za mąż wychodzi Bazyli - niektórzy może kojarzą ją z mojego starego bloga. A 2. czerwca żeni się nasz przyjaciel. To będzie bardziej zorganizowany wyjazd - do zwierzaków przyjdzie moja siostra, a Edim na miejscu zajmie się nasza Jolcia. Później, 9.czerwca K. gra koncert 20km od Warszawy - i tu pracujemy nad opieką dla Ediśka. Zgodziła się nim zająć Kosmi, chociaż planowała iść na Linkin Park [kochana] - nie chcąc jej wykorzystywać aż tak, szukamy kogoś innego. Wstępnie zgodziła się mama dziewczynki, którą się zajmuję czasami, ale musiałaby przyjechać do nas z małą. Co prawda ona mówi, że nie ma sprawy, ale też nie chcemy jej robić problemu - może zgodzi się wpaść do nas znowu siostra K. Bo Jolcia jedzie z nami na koncert.

Rety, przy okazji tych wyjazdów widać, jak nam się pozmieniało życie, odkąd jest Edi. Trochę więcej zachodu ;) Chociaż i tak zawsze musieliśmy kombinować, bo od początku mamy zwierzaki, jednak o ile kicię można trochę zostawić samą, nawet psicę można zostawić na kilka godzin, to przy dziecku wypad na koncert wiąże się z większymi akrobacjami. Nie mniej jednak, ani razu przez myśl nam nie przeszło, że lepiej nam było bez Edgara. Cudny jest ten nasz żabol mały - o, właśnie się do mnie szeroko uśmiechnął i pomachał łapką. Nie, zdecydowanie nie było nam lepiej bez Niego :)


12:36, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
wtorek, 17 kwietnia 2012

Z forum...

„jeszcze jedno....zolza powinnas napisac jakis poradnik pod tytulem "Zolza's simple living", no ciagle mam w mysle twoje niektore posty:) moj maz chyba zadowlony po wczorajszym dniu”

Cieszę się, że się komuś przydaję ;) Chociaż nie spodziewałam się takiego odbioru.

Ale to nie jest tak, że ja zawsze miałam takie simple life. Starałam się, za bardzo się starałam. Za bardzo się przejmowałam. Chciałam, żeby wszyscy dookoła byli szczęśliwi. Ale często dostawałam tylko za to po łbie. W końcu powiedziałam sobie „dość”. I wyrosłam z chęci uszczęśliwiania wszystkich wokół, a także dopinania wszystkiego na ostatni guzik. Mam pewne priorytety, są rzeczy ważne, są sprawy, przy których więcej się angażuję, są ludzie, dla których bardziej się staram. Ale najważniejsza jestem ja sama i moje dobre samopoczucie, a także moi najbliżsi, czyli moi Mężczyźni – K. i Ediś. Reszta rodziny też jest dla mnie bardzo ważna, ale nie najważniejsza. Dzięki temu łatwiej mi postawić na swoim i nie godzić się „dla świętego spokoju” na pomysły, które mi nie pasują. Dlatego potrafię powiedzieć „nie” mamie czy teściowej – bez większych wyrzutów sumienia. Bo nie jest jeszcze idealnie – czasem przychodzi myśl, że swoim zachowaniem kogoś ranię [no bo przecież teściowa robi to czy tamto z dobrego serca…] ale coraz szybciej przeganiam takie myśli innymi – bo to JA jestem najważniejsza i MOJE szczęście oraz szczęście MOJEJ rodziny - to jest dla mnie priorytetem. Gdyby każdy myślał przede wszystkim o tym, by uszczęśliwiać siebie i swoich najbliższych [w sensie małżonków i małe dzieci ;)] to wszyscy bylibyśmy szczęśliwi…



08:00, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 16 kwietnia 2012

 

Edi siedzi i gada "blablablabla" zmieniając tonację i głośność... obracam się, a on sobie "czyta" książeczkę :D

*

Innym razem mało nie padłam, kiedy w radio zaczęli grać „Enter Sandman”… Młody podpełzł do odbiornika i podkręcił głośność… :D Mój mały metalowiec :D



08:39, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (12) »
czwartek, 12 kwietnia 2012

Cytat z książki "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" wrzucony przez znajomą na fejsie...

"Zołza to kobieta niezależna, która będąc w związku z mężczyzną, nigdy nie przestaje być sobą. Ma poczucie humoru i życzliwy charakter. Zna swoją wartość. Mówi, co myśli, i robi, co chce. Jej zadziorność pociąga mężczyzn i podnosi temperaturę związku."

Nic dodać, nic ująć ;)


A zamiast zdjęcia dziś muza w płomieniach ;)

09:34, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (9) »
środa, 11 kwietnia 2012

Mała jestem. Taaaka malutka. Wstydzę się :p

Przez przypadek, na fb zobaczyłam zdjęcie dawnego byłego z jego obecną [wiecie, znajomy znajomego czyjegoś znajomego wrzucił zdjęcie]... I tak patrzyłam przez chwilę, patrzyłam i walczyłam z myślami. No bo w sumie dawno mi już wisi ten koleś, zwłaszcza, że to ja go rzuciłam, no ale jak zobaczyłam... Śmiałam się w duchu, że pewnie jej zaletą jest to, że godzi się na wszystko, co Mamusia wymyśli :p

Straszne to w sumie. Dlaczego więc o tym piszę? A bo nie będę udawać, że jestem tylko i wyłącznie zajebista - takie małe wredne ludzkie uczucia, jak widać, też mnie nawiedzają czasami :p Każdy ma prawo do chwili słabości ;)

 

12:22, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 kwietnia 2012

Z okazji swoich pierwszych Świąt Wielkanocnych Ediś życzy wszystkim Wesołego Alleluja! :))

10:57, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
czwartek, 05 kwietnia 2012

Od czasu do czasu koleżanka podrzuca mi swoją córcię - kilka dni starszą od Ediśka. Uwielbiam patrzeć, jak maluchy się ze sobą integrują. Co prawda wyrywają sobie z łapek zabawki, bywa przy tym trochę płaczu, często bawią się obok siebie, a nie razem, ale bywają cudne momenty, kiedy łapią się za rączki i patrzą na te drugie małe paluszki... :)

Któregoś dnia mała siedzi w krzesełku, karmię ją. Edi podpełza od tyłu, wstaje opierając się o krzesełko, zagląda przez oparcie i woła do niej: „E!” :D

A potem głaskał ją delikatnie po główce, cały czas stojąc z tyłu. Żałuję, że nie miałam pod ręką aparatu… :)

Cieszę się, że mój glutek ma kontakt z rówieśnikami - nauczy się funkcjonować w grupie [grupowe spotkania też organizujemy od czasu do czasu] i będzie łatwiej nie wychować go na samoluba ;)

A kiedy nie ma koleżanki, Ediś integruje się ze zwierzakami - coraz rzadziej zdarza mu się szczypać sierść, a coraz częściej pięknie robi "cacy" - co widać na załączonym obrazku :)



10:12, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (9) »
 
1 , 2