Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
wtorek, 29 listopada 2011

A dzisiaj z trochę innej beczki, aczkolwiek inspirowane moim dziecięciem, bo gdyby nie ono, mogłabym jeść wszystko i pewnie nic nie zmobilizowałoby mnie do produkcji wędlin ;)

Jako że Edi jest alergikiem pokarmowym, a po ostatniej wędlince wysypało go całego i musiało swędzieć, gdyż marudny był straszliwie, postanowiliśmy z Kudłatym moim spróbować własnego wyrobu mięska do kanapek. Najpierw miałam po prostu upiec jakiś schabik czy innego cycka kurzego, jednak Mąż mój zdobył kilka przepisów. Przepisy typowo pod termomix, ale spokojnie da się zrobić bez tego cuda, zwłaszcza ze i tak zmodyfikowałam po swojemu ;)

W oryginale była to rolada wołowa, ale mi wołowina nie do końca podchodzi, pomieszałam ją więc z wieprzowiną. No ale po kolei.

Składniki:

* mielone mięso wieprzowo-wołowe 0,5kg [ja sama mielę]

* pierś z kurczaka [ja biorę 2 pojedyncze trochę większe]

* 100g rodzynek i suszonej żurawiny

* sól, pieprz, natka pietruszki

* 1 ząbek czosnku

* odrobina oleju

* trochę wody [ok.40ml]

Sposób przygotowania:

Mięso wymieszać z rozdrobnionym czosnkiem, solą, pieprzem i wodą. Na koniec dodać rodzynki i żurawinę. Pierś z kurczaka przekroić na 2 płaty [czyli wyjdą 4 ;)]. Folię aluminiową posmarować olejem, posypać solą, pieprzem i natką pietruszki. Ułożyć na niej 2 płaty piersi kurczaka. Z mięsa mielonego uformować roladę i ułożyć ją na piersi [kurczaka]. Zawinąć, układając na wierzchu pozostałe 2 płaty drobiowe. Zawinąć folię, zacisnąć końce.

I teraz tak - w przepisie gotujemy na parze przez pół godziny. Robiłam to tylko w termocudzie, ale sądzę, że w garnku do gotowania na parze wyjdzie tak samo.

A wychodzi coś takiego:

 

I naprawdę jest niezłe :)

10:25, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (10) »
czwartek, 24 listopada 2011

Ciekawa jestem, jak sobie radzą z tym inne mamy, bo mnie krew zalewa i szlag trafia...

Ogólnie nie lubię, kiedy ktoś coś mi narzuca i dostaję białej gorączki, kiedy słyszę "musisz". Ale od kiedy mam dziecko, to już w ogóle masakra. Może dlatego, że każdy ma milion pomysłów na to, jak wychować malucha. Ale ja mam własne pomysły. A jeżeli potrzebuję rady, to o nią pytam. Nienawidzę, kiedy ktoś wpieprza się w nie swoje sprawy.

Jakiś czas temu Mąż wrócił z pracy i opowiada, jak to rozmawiał z jedną kobietą o naszym maluchu. Chwalił, że on taki grzeczny i w ogóle. A babka na to, żeby poczekał, bo jej wnusia też taka grzeczna była, a jak zaczęła ząbkować, to tragedia w dzień i w nocy. I że nasz mały jeszcze nam pokaże, jak tylko zaczną mu ząbki wychodzić. Jeżeli jest taką doświadczoną mamą i babcią, powinna wiedzieć, że każde dziecko jest inne i wcale nie jest powiedziane, że Edi będzie ciężko przechodził ząbkowanie. Owszem, większość dzieci cierpi w tym okresie, jednak nie można stwierdzić ze stuprocentową pewnością, że tak będzie z każdym. Ale tego typu "pewniki" mąż często przynosi z pracy.

Kiedyś teściowa szła z małym w wózku i spotkała jakąś kobietę. Tamta spojrzała do wózka, zobaczyła czerwone policzki Ediego i stwierdziła: "skaza białkowa". Sraza, k**wa, a nie skaza. Młody miał trądzik niemowlęcy przez hormony, które dostawał ode mnie w mleku. Ale przecież wokół sami eksperci, więc co ja tam wiem.

Denerwują mnie też rady, że do dziecka TRZEBA mówić "normalnie", NIE WOLNO zdrabniać wyrazów, bo się źle nauczy mówić. Bardzo proszę - do swoich dzieci mówcie jak chcecie, ale od mojego wara - będę mówiła, jak będzie mi się podobało! Albo upominanie teściowej, że Kudłaty za głośno sie zachowuje, kiedy mały śpi czy usypia. Nosz k**wa! To nasze dziecko i jeśli zdecydowaliśmy, że nie będziemy chodzić przy nim na paluszkach, to nasza sprawa!

A teściowa to ostatnio na maksa mnie wkurzyła. Trzymała Edgarka na rękach i zachwycała się, jaki to on cudowny, śliczny i w ogóle. Nie, nie to mnie wkurzyło. Uśmiechnęłam się i powiedziałam, że codziennie mu powtarzam, że jest najcudowniejszym bobasem na świecie. Teściowa zwróciła się do małego słowami: "Nie, mama kłamie. To babcia ma rację, że jesteś najcudowniejszy." No myślałam, że tam eksploduję. Ale tylko wycedziłam przez zęby, że MAMA NIE KŁAMIE i obie mamy rację, że jest najcudowniejszy. Nie skomentowała, ale już nie powtórzyła tego. Myślicie, że przesadzam? Według mnie matka i ojciec maja być niezawodnymi instytucjami i nikt nie powinien mówić dziecku, nawet w żartach, że któreś z nich kłamie. Pogadałam o tym z Mężem i podziela moje zdanie. Powiedziałam mu, że następnym razem w takiej sytuacji powiem to, co miałam w tamtej chwili na końcu języka, mianowicie że mama i tata nigdy nie kłamią, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, to ten ktoś jest wstrętnym kłamczuchem, a ze wstrętnymi kłamczuchami nie będziemy rozmawiać. No.


12:02, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (24) »
wtorek, 22 listopada 2011

Mija dzień z dniem, a moje dziecko zdobywa coraz to nowe umiejętności. Odkąd nauczył się obracać na brzuszek, robi to niemal nieustannie, również podczas zmiany pieluszki, czy ubierania po kąpieli. Wesoło mamy ;) Zaczął też się turlać i powoli uczy się pełzać, z czego ma niezłą radochę :) Gada po swojemu coraz więcej, najfajniej mu wychodzi "ojoj" :)


Od kilku dni zajada się kleikiem ryżowym podawanym łyżeczką. Świetnie mu to idzie, nie mniej jednak wszystko wokół po takim jedzeniu jest umorusane. Ale jakoś nam to nie przeszkadza. Bawimy się przy tym świetnie. Dzisiaj po raz pierwszy maluch dostanie ziemniaczka i marchewkę - zobaczymy, jak mu się spodobają nowe smaki.


Byliśmy wczoraj u lekarza, ze względu na męczący małego od kilku dni katarek. Pani doktor stwierdziła, że to wszystko przez wyrzynające się dolne jedyneczki - Edgarek jest osłabiony i dlatego katar się przypałętał. Na szczęście, nie ma gorączki, a płucka są czysciutkie, więc się nie martwimy, tylko wytrwale siorbiemy gluty przez NoseFridę [genialne urządzenie, chociaż czasem żałuję, że nie mam pod ręką ssaka próżniowego :p]. Mam jednak nadzieję, że szybko mu przejdzie, bo męczy się maluch.

I czekamy, aż Edi zacznie siadać - po tym, co wyprawia, śmiem sądzić, że nastąpi to całkiem niedługo ;)

 

09:30, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
wtorek, 15 listopada 2011

Zawsze dziwiłam się matkom, które twierdziły, że nic w domu nie mogą zrobić, bo dziecko im nie pozwala. Bo chce na rączki, bo płacze, domagając się uwagi. Sądziłam, że przesadzają, bo jak to możliwe, żeby małe dziecko tak zdominowało matkę, no jak? A teraz...

Nie, nie noszę małego na rękach całymi dniami. Przyzwyczajam go od początku, że czasami musi się zająć sam sobą. Choć miewam wyrzuty sumienia, kiedy Edi bawi się na macie swoimi zabawkami, a ja akurat nie mam nic do roboty, a mimo to nie bawię się z nim. Ale przecież nie mogę go przyzwyczaić do ciągłej mojej obecności, nie mogę mu jej narzucać. Jednak bywają chwile, kiedy mały po prostu nie chce się sam bawić. Jak dziś.

Zabawki na macie zajęły go na krótko, a zaraz potem były łzy jak grochy i szloch i zawodzenie... Mój synek miał dziś dzień przytulaska. A ja nic w domu nie zrobiłam, bo niemal cały dzień się z nim bawiłam. Trochę inaczej, niż to sobie wyobrażałam, zanim mały pojawił się na tym świecie. Mimo to nie uważam, że robię źle. Nie wolno przesadzać w żadną stronę. I kiedy dziecko domaga się bliskości, trzeba mu ją dać. A po południu pałeczkę przejął Tatuś, z którym Edgarek też uwielbia spędzać czas. Bo to taki kochany przytulasek jest :)

 

17:41, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (6) »
środa, 09 listopada 2011

Narzekałam na to moje słoneczko, a to kochany dzieciak jest. Od wczoraj nie najlepiej się czuję, ale dziś to jakaś masakra - gardło, głowa, osłabienie, zawroty głowy i w ogóle jakaś taka do dupy jestem. Tymczasem moje dziecko dzisiaj to istny aniołeczek. Grzeczny, pogodny i mimo że mało spał, to potrafił zająć się sobą troszeczkę bez włączania syreny alarmowej. Wyczuł, że z mamuśką kiepsko i postanowił jej dzisiaj odpuścić. Kochany brzdąc ;)

A popołudniową herbatkę wypił sam! Tylko grzechotka trochę podtrzymywała butelkę ;) Nie mniej jednak oficjalnie pierwszy raz napił się samodzielnie :) I fajnie mu szło. Jedna z jego chrzestnych, moja siostra, stwierdziła, że małemu tak dobrze idzie picie z butki, bo ma to po cioci i ojcu ;) Heh :p

 

16:30, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (8) »
wtorek, 08 listopada 2011

Mały skończył 5 miesięcy i mu się coś poprzestawiało. Nie chciał dziś spać po "drugim śniadaniu". Nie to żeby mu się nie chciało, już przed dziesiątą zaczął marudzić, ale jak to, przecież on już jest taki duży, ma spać przed południem? :p

Bujałam się z nim i bujałam. On na zmianę marudził i uśmiechał się słodko, płakał i zajmował się jakąś zabawką na chwilkę. W końcu padł przed pierwszą. Powinniśmy wtedy wychodzić na spacer z psem. Ale jak pomyślałam, że zaraz go rozbudzę podczas przebierania, co może się skończyć jak ostatnio, zrezygnowałam. Przeprosiłam Kalimbę - K. ją wyprowadzi, jak wróci z pracy. Edi drzemie - nabiera sił przed wizytą u lekarza. A ja przypomniałam sobie, że istnieje coś takiego, jak blox.pl :p Idę coś poczytać...


13:59, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (5) »
czwartek, 03 listopada 2011

...popołudniowej drzemki.

Mały zasnął podczas karmienia przed spacerem. Obudził się, kiedy go ubierałam i już nie usnął. Na spacerku podziwiał resztki listków na drzewach - jak to on i było super. Jednak pod koniec spacerku, około 14:30 zaczął marudzić... i nie przestał.

Nie pomagało karmienie, pojenie, lulanie, nic. Kiedy już wydawało się, że odlatuje w objęcia Morfeusza, nagle otwierał oczka i zaczynał płakać. Dziecku im bardziej zmęczone, tym trudniej zasnąć. Wiedziałam to z teorii, teraz już z autopsji. Tatuś zabrał go w końcu na spacer. A ja mam chwilę oddechu... Pfff...

 

17:20, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (5) »