Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
piątek, 28 lutego 2014

Zo: Edgarku, proszę, zupka.

Ediś: Zaraz mamo, narpiew musie psiontnąć. Psiontne i wtedy ziem ziupkę.

*

Innego dnia nie mozna go było namówić na sprzątnięcie zabawek...

Zo: Edgar, miałeś sprzątać ulice! W tej chwili to sprzątaj, bo już mi się to nudzi!

Edgar [spokojnie]: Nudzi mi tez to...

 

15:44, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (2) »
czwartek, 27 lutego 2014

Bo ciągle to kocham... :) Szmaciaki Zołzy

wtorek, 25 lutego 2014

Ediś [wychodząc z babcią na plac zabaw]: Do zobacenia mamo. Ja idę z babcią na spacerek.

Zo: Do zobaczenia synku, kocham cię!

Ediś [do babci]: No powiedz, do zobacenia mamo!

Babcia: Do zobaczenia mamo ;)

 

A to z naszego niedzielnego spacerku... :)


14:35, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (2) »
piątek, 21 lutego 2014

Jedziemy autem w moje rodzinne strony...

Ediś: Mamusiu, jedziemy na Farmie, do Patrysia?

Zo: Na Warmię, synku.

Ediś: Na Warmie. Do Patrysia. Będę dawać mu zabawki i będę się bawić z Patrysiem!

*

Wracamy do domu i Ediś wciąż powtarza, że jedziemy do Kalimby i Sol, i królika, i rybek... i do Doti! (która dzielnie zajmowała się naszym zwierzyńcem podczas naszego wyjazdu :) )

*

Ediś mówi, że Mikołaj mu przyniesie prezenty i czekoladę... Tłumaczę, że Mikołaj teraz nie przyjdzie, musimy poczekać, postawimy choinkę i wtedy dopiero nas odwiedzi.

Ediś: Mamo, damy na Mikołaja pieniązki i psyniesie mi prezenty i ciekolade! :)

 

14:02, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
wtorek, 11 lutego 2014

Edgar drzemał w ciągu dnia. W tym czasie sąsiad na górze napieprzał, jak zwykle, wiertarą. Jednak małego to nie ruszało. Ale kiedy zaczął bębnić co chwila przy okazji w rury, wściekłam się. Najpierw chciałam iść z awanturą, ale pomyślałam, że najpierw spróbuję inaczej. Wzięłam wałek i na każde jego trrrut, robiłam wielkie bam w rury. Pomogło.

Kiedy było już jakiś czas cicho, Edgar obudził się z przeraźliwym płaczem. Wołał mnie przez łzy. Pobiegłam prędko do niego i mocno przytuliłam. Wtedy moje dziecko wyłkało:

- Mamo, nie mozesz nigdzie jechać, musis zostać ze mną!

Myślałam, że w tym momencie ja się rozpłaczę... Musiało mu się coś przyśnić, ale to mnie ogromnie chwyciło za serducho. Potem, kiedy już było ok, kilka razy upewnił się, że nigdzie nie idę, nie jadę i że zostanę z nim. Chciałabym zabrać mu wszystkie złe sny...


14:40, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »

Do tej pory nocnik stał w pokoju, żeby mały miał do niego łatwy dostęp. Wczoraj postanowiłam pójść krok dalej i wyniosłam go do łazienki. Ediś dziś rano podleciał do mnie z zapytaniem...

Ediś: Mamo, dzie jeś nocik? [kiedy szybko mówi, nie wymawia niektórych liter, choć już potrafi to ładnie wymówić ;)]

Zo: W łazience, synku, pamiętasz?

Ediś: Tak! - i pobiegł.

Włączyłam mu światło i zostawiłam na chwilę. Kiedy wróciłam do łazienki, mały właśnie kończył opróżniać nocnik, wylewając jego zawartość do sedesu.

Zo: Ojej, sam wylałeś siuśki?

Ediś [zadowolony z siebie]: Tak! Sam! Udało mi się! Mamo, jestem genijalny! :D

No nie potrafiłam zaprzeczyć ;)

 

08:45, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
piątek, 07 lutego 2014

Mój synek wbiega do łazienki, przygląda mi się i zapytuje...

Ediś: Mamo, co ty robis?

Zo: Maluję włosy.

Chwila ciszy...

Ediś: Mamo, no co ty robis?

Zo: Maluję włosy.

Ediś: Aha. No to ja pocekam na tatusia, a ty tu stój i malowuj wosi.

Tak też uczyniłam ;)

10:04, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (7) »
wtorek, 04 lutego 2014

Może ktoś się zainteresuje ciastem bezglutenowym? Od jakiegoś czasu ograniczamy gluten, a K. w ogóle z niego zrezygnował. Proszę Państwa - chudniemy. Chociaż nie o to nam chodziło, a o zdrowie. Ale to niezły bonus ;)

Jako że niedawno mój Mąż kończył okrągłe 30 lat, nie mogło się obyć bez tortu. Nie jestem [jeszcze ;)] mistrzem pieczenia bez glutenu, więc nie chciałam za mocno kombinować. Znajoma - Gosia - robiła czekoladowe ciasto bezglutenowe, postanowiłam więc spróbować je zrobić, zwłaszcza że K. uwielbia wszystko, co czekoladowe. Oto przepis, z moimi małymi zmianami.

Składniki:

* 3 tabliczki gorzkiej czekolady [najlepiej min. 70%]

* 150g orzechów włoskich

* 150 g migdałów [miałam tylko 100g migdałów, więc dałam 200g orzechów]

* 1 i 1/4 kostki margaryny

* 6 jajek

* 150g cukru [koleżanka dała w zamian 3 kopiaste łyżki ksylitolu]

* szczypta soli [zapomniałam o niej :p

Przygotowanie:

2 tabliczki czekolady, orzechy i migdały zmiksować na proszek w blenderze. Wyjąć. Do blendera wrzucić masło [koleżanka rozpuszczała i klarowała, ja się na tym nie znam, więc dałam takie w temp. pokojowej], żółtka i 100g cukru. Wymieszać na gładką masę. Dodać masę orzechowo-czekoladową. Białka ubić porządnie z pozostałym cukrem. Trzeba je ubić na sztywno - to one trzymają ciasto. Delikatnie dodać białka do ciasta [ja robiłam to mikserem na wolnych obrotach]. Przełożyć do formy [ja robiłam w tortownicy] a na wierzch poukładać kostki z ostatniej tabliczki czekolady. Dobrze jest wcisnąć je do ciasta - roztapiają się fajnie :)

I teraz tak: wersja oryginalna przepisu [wg Pascala] podaje, żeby piec ok. godziny w 190 stopniach z termoobiegiem. Gosia piekła 45 minut bez termoobiegu, a ja, również bez termoobiegu, nastawiłam piekarnik na 50 minut, jednak wierzch zaczął się przypiekać za bardzo przed końcem czasu, więc wg mnie wersja Gosi jest lepsza ;)

Ciasto jest mokre i pyszne, przypomina smakiem murzynka.

Wyszło super, tylko... popełniłam jeden błąd. Wyjmując je z tortownicy, obróciłam do góry dnem i położyłam na dłoni. To jeszcze było ok. Tylko że zdjąwszy dno, powinnam była zastąpić je talerzem i obrócić razem, a ja chciałam je obrócić na drugą dłoń i...

 

Ale K. stwierdził, że przynajmniej nie musi się bawić w talerzyki i łyżeczki - jadł palcami prosto z dużego talerza ;) Najważniejsze, że Mu smakowało :)

09:23, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 03 lutego 2014

Edgar usiadł na podłodze, wziął gitarę klasyczną, zaczął plumkać na niej i śpiewać:

- Śpiewam siobie i gram... Tatuś posiedł do sklepu kupić mi joguuurcik... Joł joł jooł...

Po chwili:

- Mamo, gram w zespole! Ołou, łou...

 

08:14, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (6) »