Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
środa, 29 lutego 2012

Nauczyło się dziecko raczkować i matka ma przesrane.

Wczoraj pół dnia latałam za małym, który z dziką radością i niesamowitym zapałem zapierniczał na czworaka do przedpokoju. Najpierw zatrzymywał się przy posłaniu psa, ale za piątym chyba razem już mu się to znudziło, polazł więc dalej, do misek zwierzaków [pełna z wodą i pusta na papu Kalimby - miska z żarciem Sol stoi wyżej, bo pies jej wyjadał chrupki ;)]. A potem jeszcze dalej, do butów itd. No ubaw miał niesamowity, bo jak słyszał że do niego idę, to piszczał z radości, na moment kładł się na brzuszku, wymachiwał przy tym rączkami i nóżkami, by za chwilę zerwać się na kolana i ruszyć pędem, jak najdalej ode mnie. Myślałam, że padnę, jak to zobaczyłam. Aż miałam ochotę go nagrać, ale sprzęt się zbuntował. Cyknęłam więc tylko fotkę mojemu małemu przystojniakowi - tak, dzisiaj będzie fotka ;)

Mieliśmy też gości - najazd hunów, jak to określiła koleżanka - mama trójki uroczych bąbli, z którymi zjawiła się wczoraj u nas. Niestety, Ediś po niecałej godzince zrobił się strasznie śpiący i resztę wizyty gości przespał. Obudził się, kiedy dzieciaki były już ubrane do wyjścia. Nic to, nadrobimy innym razem. Ale baaardzo się cieszę, że Ediś ma kontakt z rówieśnikami - i trochę starszymi dziećmi.

A co do biegania za małym - może nareszcie waga ruszy w dół ;)

 

09:36, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (11) »
wtorek, 28 lutego 2012

Mam w zakładkach link do Gangu Synowych. Uwielbiam ten blog. Dziewczyny potrafią z humorem opisać różne historie związane z ich teściowymi. Dowcipne opowieści poprawiają nastrój, wywołują niekiedy salwy śmiechu. Ale czasami budzą też inne emocje. Doszłam do wniosku, że ja po prostu nie potrafię z dystansem spojrzeć na naszą sytuację. Mimo że wcale nie mamy najgorzej, jak się okazuje, to jednak na myśl o mamie Męża słabo mi się robi i nerw mnie łapie...

Dziewczyny zrobiły Dzień Otwarty na swoim blogu - będą publikować nadesłane do nich historie. Usiadłam przed komputerem i próbowałam coś napisać. Niestety, g**** mi z tego wyszło. Nie potrafię na ten temat spłodzić nic lekkiego i z humorem. Zaraz wylewa się wiadro żółci i żalu. Jeszcze łatwiej by było, gdyby moja teściowa była po prostu złośliwa. Ale ona stara się być miła, chce nam pomagać itd. Tylko że przy okazji oczekuje wdzięczności, no i robi to wszystko w sposób, który mi nie odpowiada. K-wa, nawet nie potrafię tego opisać:/

Tak czy siak, mam nadzieję, że za jakiś czas, kiedy Gang Synowych zdecyduje się na kolejny Dzień Otwarty, będę w stanie coś skrobnąć... Grrrmblpf :p

A zdjęcia nie będzie dzisiaj. O.

08:47, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (15) »
niedziela, 26 lutego 2012

Samodzielnie upieczona buła z własnoręcznie wyrobionego ciasta, pierś z kurczaka w marynacie, podsmażona z pieczarkami i innymi cudami, do tego warzywka i sosik czosnkowy własnej kompozycji - Kudłaty zrobił mi dziś na obiad kebab. A! Z serem jeszcze był! Obżarłam się, jak świnia, niemal do ulania - ale nie ulałam, nie mogłabym zmarnować takiego wypasionego obiadku! Pierwszy raz w życiu miałam tak, że nie mogłam już jeść, a jeszcze mi ślinka ciekła... ;)

Wyszłam na papierosa. Wróciłam i opowiadam K., że zaczepiła mnie starsza pani w szlafroku, czy jej nie poczęstuję - ale nie miałam przy sobie więcej, więc jej nie poczęstowałam. Wracałam z podwórka, a ona nadal kręciła się po korytarzu w tym szlafroku. Zapytała, czy bym jej nie zniosła na dół z domu fajki. Zbyłam ją, mówiąc, że nie mam. Babeczka zawiedziona podeszła do drzwi, zza których dobiegały odgłosy karczemnej awantury. Powiedziałam K., że miałam wyrzuty sumienia, bo mogłam babce ulżyć, pewnie chciała uciec od awantury... K. mi na to:

- Pomyśl, że może to była niechciana teściowa... :p

I jakoś nagle uciekły wyrzuty sumienia... :p

Kocham mojego Męża :)


piątek, 24 lutego 2012

Dziecko mi spadło z łóżka.

Jak co rano wzięłam go do siebie, położyłam od strony ściany, sama uwaliłam się z brzegu na boku. Jak co rano, mały bawił się, a ja przymknęłam oko. Jak co rano, próbował przeleźć przeze mnie, a ja uparcie zdejmowałam go z mojego boku i kładłam na wyrku. Niestety... przysnęłam. I to tak mocno, że przebudziłam się dopiero, kiedy mały [po tym, jak przelazł przeze mnie] gruchnął o ziemię i zaczął wyć.

Przerażona zerwałam się na równe nogi, chwyciłam synka, zaczęłam go tulić, uspokajać, oglądając przy okazji całego. I wiecie co? Młody nawet guza sobie nie nabił. Nauczył się asekurować rączkami. Dał się uspokoić, ale jakiś taki marudny był. Postanowiłam obserwować go pod kątem ewentualnego wstrząśnienia mózgu, ale Ediś fajnie się bawił, no, może trochę bardziej był marudny, niż zwykle. Koło dziesiątej poszedł spać. I wtedy zaczęłam świrować. Zaczęłam się bać, że zrobił sobie krzywdę, a ja, głupia pi***, jak mogłam przysnąć? Mimo że koleżanki z mamuśkowego forum pocieszały i uspokajały, trudno było mi się ogarnąć. Na szczęście, moje dziecię cały dzień zachowywało się normalnie - pogodny był, tylko trochę marudził. Wytrzymał do dziewiętnastej, wcześniej rozwalał nas swoim chichotem - cieszył się, kiedy wygłupiałyśmy się z jego ciocią, a moją siostrą, odbijając między sobą pluszowymi kostkami. Tak więc, najprawdopodobniej, nic się nie stało. Tzn. nie ma żadnych strasznych skutków tego, co się stało. Ale jedno wiem na pewno - już nigdy nie wezmę małego do swojego łóżka!


22:28, ja-zolza , Edi
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 lutego 2012

Jutro moja maleńka Siostrzyczka [która w kwietniu kończy 23 lata ;) - ale dla mnie na zawsze chyba zostanie moją malutką] ma zabieg. Będą jej coś wycinać. Szlag mnie trafia, że nie mogę być z Nią teraz. Kombinowałam jak mogłam, żeby stawić się jutro te 450km stąd, ale nie dam rady... :( Źle mi z tym, jak cholera, bezradność jest najgorsza. Zabieg będzie pod narkozą, jak się Mała będzie wybudzać, nikogo przy Niej nie będzie, bo się wyniosła nad morze, żeby pracować z ukochanymi końmi - no i akurat tak się złożyło, że tam ma ten zabieg.

Nosi mnie jak nie wiem co - Mąż mój próbował mnie jakoś ogarnąć i powiedzmy, że w miarę mu się udało - ale wypisać się muszę, bo eksploduję normalnie.

Nie boję się o to, że coś pójdzie nie tak, bo na pewno będzie dobrze, tylko szkoda mi, że Mała będzie sama, kiedy będzie się wybudzała. Nosz kurrr... Co ze mnie za siostra... Ech, gdyby nie moje dziecię, frunęłabym jutro z K. na Pomorze. A tak pozostaje mi tylko przesyłać pozytywne fluidy, o co i Was proszę, bo im więcej, tym lepiej :)

Maleńka, czekamy tu na Ciebie z utęsknieniem!

 

23:40, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (7) »
wtorek, 21 lutego 2012

Zaniedbałam się strasznie, ale ciężkie dni mieliśmy. Nie chce mi się jednak pisać o teściowej, zanim nie nabiorę do sprawy odpowiedniego dystansu [popiszę w ukryciu :p].

Tymczasem moje dzieciątko doczekało się ząbka, a za chwilę drugiego. Nauczyło się samo siadać, wstawać przy mnie albo przy Tatusiu, a teraz namiętnie wstaje przy swoim bujaczku - na chwilę nie można go z oka spuścić, bo jeszcze gibie się na boczki, ale uparcie próbuje stawać na nóżki - dziabąg mój kochany :)

Z nowości - raz w tygodniu mam dwoje dzieci - przyjeżdża do nas śliczna dziewczynka, starsza od Ediśka o pięć dni i... mniejsza o połowę ;) Zastanawiałam się, czy dam sobie radę, ale okazuje się, że jak nie mam niechcianych "pomocników", to idzie nam świetnie. A przy okazji dzieciaki się integrują, co mnie cieszy niezmiernie, łatwiej będzie ustrzec się przed wychowaniem rozpieszczonego jedynaka ;)

I tym optymistycznym akcentem kończę post przypominający ;) Może uda mi się ogarnąć i zaglądać częściej... Chciałabym :)


11:18, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
niedziela, 05 lutego 2012

Niniejszym chciałabym serdecznie podziękować trzem osobom, dzięki którym wybawiłam się wczoraj, jak za starych dobrych rockowych czasów :D

JOLCIA - Tobie dziękuję za to, że umówiłaś się ze mną, zgodziłaś się na wybrane miejsce i bawiłaś się ze mną, jak zawsze - najlepiej :)) My Queen :D

DOTI vel KOSMI - Tobie składam dzięki za podpowiedź, gdzie się wybrać, za to, że zdecydowałaś się nam towarzyszyć, ściągając jeszcze kilka osób, no i za świetną zabawę, moja postrzelona Siostro :))

No i wreszcie MĘŻU MÓJ KUDŁATY - Tobie dziękuję za to, że jesteś Najlepszym Mężem Na Świecie :D Bo nie dość, że zostałeś w domu z dzieckiem naszym, to jeszcze sam namawiałeś mnie do wyjścia i stwierdziłeś, że powinnam sobie robić takie wyjścia regularnie :)) :**:

Kurczę, Kosmi się z nas śmiała, że jesteśmy emerytki i do tego wyposzczone [ja na takiej imprezie byłam ostatnio w połowie września 2010 roku...] Ale emerytki dały radę! :)) Było super, tylko kark mnie boli - ledwo ruszam głową... No i lekki kacyk jest ;)

AAAAA! Zapomniałam!

SYNU MÓJ JEDYNY - mamusia dziękuje CI za to, że jesteś tak kochanym dzieckiem - poza tym, że na pierwsze śniadanie obudziłeś się dopiero o ósmej, to poleżałeś chwilę ze mną na łóżku, a potem pozwoliłeś odnieść się do swojego łóżeczka, gdzie usnąłeś cichutko i spałeś słodko do 12:00 :D Mamusia baaaardzo Cię kocha :D :*

Ech, czyli potwierdza się to, że jak się komuś nie chce iść na imprezę [ani mi, ani Joli nie chciało się wychodzić, ale zrobiłyśmy to ze względu na siebie nawzajem ;)] to będzie meeeegaaaa :D


12:49, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (4) »
czwartek, 02 lutego 2012

Wczoraj, usypiając, miałam super temat na notkę... I zapomniałam :p

Dziś moje dziecko zaniedbanym było. Dlaczego? Bo całą swą energię poświęciłam przygotowaniom dobrych rzeczy dla Męża. Dziś Kudłaty ma urodziny, a ja zrobiłam mu na obiad pyszny gulasz [naprawdę był pyszny ;)] a jako deser... tort :)

Tort był eksperymentalny, bo składały się nań:

* biszkopt wg przepisu mojej mamy [niezawodny i rewelacyjny] nasączony rozcieńczonym wodą moim ukochanym syropem do kawy irish cream

* kremy budyniowe [ciemny i jasny] - których nigdy nie robiłam, a siostra powiedziała, żebym zimny budyń zmiksowała z margaryną - wyszło, aczkolwiek lekko rzadkie ;)

* polewa z przepisu na murzynek - świetna, tylko wsiąkła mi w ciasto, przez co mieliśmy górną warstwę czekoladową :p - ale co tam, K. lubi czekoladę :)


Nie mogłam znaleźć świeczek z ubiegłego roku, znalazłam tylko zapasowe, więc wsadziłam jedną. I wsadziłam ją bezpośrednio w ciacho, bo za cholerę nie potrafiłam sobie przypomnieć, gdzie schowałam te podstaweczki do świeczek. Tiaa... Ale i tak liczy się serce włożone w to wszystko, nie? Z tego założenia wychodzi najwyraźniej mój mąż, bo był zachwycony. Zwłaszcza że rano znalazł prezent - książkę "Gra o tron", na podstawie której nakręcono uwielbiany przez nas serial i kartkę, którą sama zrobiłam - taka laurka - ale my lubimy takie "hendmejdy" ;)

Za rok zrobię inny tort, mam nadzieję, że zorganizuję wcześniej świeczki z osprzętem.

A dziecię moje wyhasało się z Tatusiem, a teraz leży na kocu i cieszy się grając na swoim małym pianinku, kochany mój. O, śpiewa do tego, co gra! Zdolniacha - po Tacie :))


17:42, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (12) »