Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
wtorek, 29 stycznia 2013

Dobra, chrzanić zimę - w końcu minie :p Porozmawiajmy o muzyce :)

Ediś bardzo lubi muzykę wszelkiego rodzaju. O metalu napiszę kiedy indziej. Dziś siostra wrzuciła na facebook'a kilka piosenek zespołu Creed. Włączyłam "With arms wide open", a mały wlazł mi na kolana, wtulił się i słuchał, patrząc w monitor. Powiększyłam więc teledysk do pełnego ekranu i odsunęłam się trochę od komputera. Edgar pokazał paluszkiem na wokalistę:

- Mama, Tatuś?
- Nie, synku, to nie tatuś.
- Papi?
- Tak, pan.
- Papi!


Zaczęłam się śmiać i chciałam napisać to siostrze. Miałam jednak trudności, bo Bąbel chwycił mnie za ręce i zaczął nimi klaskać w rytm muzyki. Ale chyba było za wolno, bo przyspieszył wołając ze śmiechem "błała" - czyli "brawo".

Uwielbiam tego mojego muzykalnego Smyka :)

 

20:28, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (16) »

4 stopnie na plusie, śnieg sypie gęsto wielkimi płatami, wiatr zawiewa... a ja muszę iść po dziecko do żłobka! Grrrrmblpffff... :/ I tyle w temacie.


13:41, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (12) »
środa, 23 stycznia 2013

Po drzemce.

Zo: Edisiu, zjesz zupę?

Edi: Nie. Gu-gu!

Zo: Chcesz jabłko?

Edi [z szerokim uśmiechem]: Kak! :)

Zo: Dobrze, proszę, masz tu kawałek jabłka, a ja zrobię zaraz naleśniki, to dostaniesz z jabłuszkiem.

Edi: Kapka!

Kanapka i naleśnik to dla małego jedno i to samo ;)

*

Po południu mały bawił się autkiem i powtarzał:

- Gabiś. Gabiś.

Zo: Gabryś?

Edi: Gabiś!

Zo [zaskoczona]: Krzysztof, nie wiesz przypadkiem, kto to jest Gabryś?

K., przytomnie: A nie ma w żłobku żadnego Gabrysia?

No rzeczywiście, jest. Ale nie pomyślałam, że mały tak to wyłapie! A teraz siedzi i woła: "Ljulja!" :)

*

Nie poszliśmy do żłobka, bo z wózkiem nie przedrę się przez zaspy [a jak się przedrę, to padnę na zawał powysiłkowy :p], na sankach mały nie chce, a po wczorajszej wyprawie tramwajem i autobusem [po dwa przystanki] do tej pory bolą mnie ręce, nogi i kręgosłup. Siedzieliśmy więc w domu. W pewnym momencie mały zaczął się ubierać [patrz: zdjęcie] i oznajmił:

- Mama? Papa? Brum brum? Tatuś?

 

A poza tym od kilku dni chodzi po domu i śpiewa:

- Hu hu ha! Hu hu ha! - czasami dodaje dalszy ciąg piosenki własnymi słowami ;)

 

16:45, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 21 stycznia 2013

Edgar zjadł śniadanie i chciał jeszcze. Dostał owoce. Zjadł. Poprosił o jeszcze.

Zo: Synuś, co ty chcesz?

Edi: Kapka!

No tak, kanapka - the best of ;) Ukroiłam pajdę chleba i wręczyłam ucieszonemu dziecku. Mały odgryzł kawałek skórki, po czym wyjadł środek. Została mu skórka. Rozłożył ją i założył na głowę, jak opaskę, mówiąc radośnie:

- Tatuś!

Nie bardzo wiedziałam, o co kaman, ale K. mi to wyjaśnił, kiedy mu o wszystkim opowiedziałam. Z reguły, kiedy mały zaczyna kąpiel, K. daje mu zabawki, a sam często w tym czasie się goli. Jako że ma długie włosy, do tej czynności zakłada sobie opaskę :) I wszystko jasne. Rozbraja mnie ten nasz mały Obserwator... :)

 

08:49, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (4) »
piątek, 18 stycznia 2013

Mam najcudowniejszego Męża na świecie! :)

Wczorajszy dzień był cudowny, od pobudki, do zaśnięcia... Kudłaty postarał się zorganizować wszystko idealnie, żebym nic nie robiła, tylko odpoczywała i cieszyła się tym dniem. Poodkurzał, pozmywał, zajmował się dzieckiem, a w międzyczasie szykował jedzenie i... niespodziankę, której nie przewidziałam! ;)

Kiedy wieczorem mały zaczynał już marudzić, chciałam szykować mu kąpiel, jednak mój Mąż zerknął na zegarek i powiedział, że jeszcze nie. Odparłam, że mały jest już bardzo zmęczony i trzeba go powoli kłaść spać, na co K., znów zerkając na zegarek, że najwyżej będzie dzisiaj brudaskiem. Zapytałam, co on kombinuje, a K. powiedział tylko: "Zobaczysz".

Chwilę później zadzwonił do niego telefon, a zaraz potem domofon. K. wyszedł z małym, zamykając za sobą drzwi od pokoju. Przed wyjściem zastrzegł, że mam nie wychylać nosa z pokoju, dopóki nie usłyszę wyraźnego sygnału. Cóż mogłam zrobić? Posłuchałam. W pewnym momencie usłyszałam, jak Ediś mnie woła, ale nie byłam pewna, czy to ten sygnał, więc poczekałam - i dobrze zrobiłam ;) W końcu zawołał mnie Mąż. Wyszłam, patrzę, wszędzie ciemno - tylko z pokoju Ediśka sączy się nikłe światełko. Weszłam tam powoli, patrzę, a tam Kudłaty z Edgarkiem, a obok nich moje dwie ukochane babeczki: Doti i Jolcia! Ale miałam radochę! :D Jednak to nie wszystko...

Nagle rozbrzmiały dźwięki spokojnej, mrocznej muzyki i K. powiedział niskim głosem, że oto nadszedł czas pogrzebania mojej młodości... Już nie pamiętam wszystkiego, co powiedział, a żałuję! K. bardzo się wczuł w rolę :) No i nadeszła chwila, kiedy zobaczyłam taki oto obrazek [tylko z zapalonymi "zniczami" ;)]:

Napis głosił:

Świetny Prezent

Dla Zołzy (17.01.1983 - ...)

Oby Twój uśmiech rozjaśniał

każdy dzień

do końca świata i o jeden dzień dłużej

A potem miałam "sprofanować ten grób..." :p Żeby odkopać moją młodość i zachować ją na zawsze ;) Tak, mój Mąż ma specyficzne poczucie humoru i podobno ktoś by się obraził za taki prezent.... Cóż, ale nie ja ;) Zapytałam tylko, czy mam zdmuchnąć znicze. Kiedy usłyszałam potwierdzenie, nabrałam powietrza i jednym porządnym dmuchem palacza zdmuchnęłam wszystkie trzy ;)

Następnie wzięłam się za otwieranie nietuzinkowego prezentu... :) Pod kartką była... pokrojona gąbka [K. żałował, że ziemia zamarzła, bo podobno miał w planach nasypanie mi tam prawdziwej ziemi :p]. A pod warstwą gąbczastej ziemi znalazłam... trumnę :p

Nie wiem, czy się orientujecie, ale Metallica swoją płytę "Death Magnetic" wydała w wersji z trumną na okładce. A w kartonowej trumnie, którą trzymam na zdjęciu, jest wydanie specjalne - płyta, cd z demo, film "making magnetic", flaga, koszulka, smycz, kostki i karta z kodem [jakiś gadżet do pobrania ze strony]. No po prostu kopara mi opadła! :D I zawiasy bolały od śmiechu :) Jakby ktoś nie wiedział - UWIELBIAM Metallicę :D

Potem przyszła pora na Dziewczyny - Doti powiedziała, że jej prezent "się robi", więc daje mi tylko kwiaty [najpiękniejsze na świecie :D], a Jolcia... nieświadomie zgrała się z K. obdarowując mnie książką o Metallice :D Dołączyła do tego cudną kartkę...

Zwieńczeniem prezentowego szaleństwa był bezowy tort, który przygotował mój Mąż - robił wszystko sam, od a do z! Naprawdę, wielki szacun dla niego! Ja wprost przepadam za bezami, a w połączeniu z kremem z serka mascarpone i owocami, które poza przepisem dodał mój K., to było po prostu NIEBO W GĘBIE! :D Ooo tak, w kolejną dekadę weszłam najlepiej, jak tylko było można... :) Dziękuję Kochanie :) I dziękuję Jolci i Doti :) :* :*

10:19, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (20) »
czwartek, 17 stycznia 2013

Ja dzisiaj króciutko...

Od wczoraj mój Mąż szaleje w kuchni... Dziś pospałam do 10:00, a po przebudzeniu zobaczyłam mojego ukochanego Kudłatego, zza którego wybiegł nasz uśmiechnięty Synek - no lepszego poranka nie mogłam sobie wymarzyć :)

Mąż zrobił mi kawusię, śniadanie, w planach ma obiad i coś słodkiego, co szykuje od wczoraj... Nie mogę się doczekać! :)

A skąd to wszystko? Dlaczego i po co? Otóż dziś, punktualnie o 12:45 kończę 30 lat :) I jakoś tak dobrze mi z tym! :) I ani katar, ani kaszel, ani jęczmień, który zrobił mi się w kąciku oka, nie są w stanie popsuć mi tego dnia :p Dlatego żegnam natenczas i lecę do mojej Rodzinki :)

 

11:04, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (17) »
środa, 16 stycznia 2013

Żeby zmienić temat na nieco bardziej radosny... ;)

Obudziłam się dziś, bo moje dziecko wołało z łóżeczka "mamaaa!". Brutalnie wyrwana z objęć Morfeusza wstałam, wzięłam glutka i położyłam się z nim. Nie wiedziałam, która była godzina. Zarejestrowałam tylko, że w przedpokoju świeci się światło, więc K. nie wyszedł jeszcze do pracy. Rety, środek nocy! :p Ale Ediś nic sobie z tego nie robił. Przelazł po mnie, zszedł z łóżka i za chwilę stał przy mnie z kapciami:

- Mamaa! Ciapcie!

- Chcesz, żebym ci założyła kapcie? - wymamrotałam cicho.

- Kak! Ciapcie!

Założyłam więc Bąkowi "ciapcie" i znów zaszyłam się pod kołdrą, w nadziei, że młody się trochę sam pobawi. Ale gdzie tam! Podszedł do drzwi i zawołał kilka razy "Tatuuś!" po czym... otworzył sobie drzwi! I wyszedł do Tatusia.

No pięknie, koniec z porannym kimaniem, jeśli Brzdąc nauczył się otwierać drzwi. Ale i tak jesteśmy z niego dumni! :D

 

10:40, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (16) »
wtorek, 15 stycznia 2013

Ostatnio nie pisałam o tym, co mi na serduchu leży, bo musiałam to sobie poukładać, przetrawić...

Bardzo chcieliśmy zaadoptować drugie dziecko. Chcieliśmy to zrobić za rok, najdalej dwa. Ale niedawno spotkaliśmy się ze znajomymi i Ediś tak fajnie bawił się z młodszym kolegą, że zapragnęliśmy dziecka wcześniej. Traf chciał, że akurat u mnie w pracy była dziewczynka oddana do adopcji. Postanowiliśmy postarać się o nią.

Niestety, okazało się, że mamy za krótki staż małżeński. Musimy poczekać jeszcze kilka lat i dopiero wtedy możemy zapisać się na kursy. Smutno nam z tego powodu :( Rozumiem ideę, ale w naszym przypadku decyzja nie jest podjęta przed chwilą, tylko na długo przed narodzinami Edgara. Niestety, to za mało. Tak więc musimy jeszcze poczekać...

 

12:09, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 14 stycznia 2013

W sobotę miałam dniówkę, a K. miał koncert, więc z małym siedziała teściowa. Wracam z pracy, a w domu ciemno. Już zaczęłam się zastanawiać, gdzie oni się szlajają o tej porze, ale wchodzę do domu, a tu teściowa siedzi w fotelu, a mały śpi jej na rękach... "Bo płakał, kiedy odkładałam go do łóżeczka" :p A niech tam, co mi do tego.Szkoda tylko, że przykryła go kołderka - mokry był, jak nie wiem co.

Później babcia opowiadała, że trudno jej było się odnaleźć, bo ona nie jest przyzwyczajona, że dziecko się samo bawi. No cóż, moje potrafi się bawić i z kimś, i samo.

Ale cieszę się, że możemy na nią liczyć w takich sytuacjach. Naprawdę.

Mały ostatnio trochę łobuzuje, sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Kiedy się nie słuchał, krzyknęłam w końcu:

- Edgar!

Na co moje dziecko, takim samym tonem:

- Egak! :)

A ulubioną zabawką mojego dziecka jest od kilku dni mała patelnia. Bo zafascynowały go patelnie. Ciągle pokazywał na nie, chciał się bawić, ale mu nie dawałam. W końcu przypomniałam sobie o malutkiej patelence, która stała zapomniana w szafce. Wyjęłam ją i dałam małemu. Jaka radość była! I jest nadal. W tej chwili też z nią łazi. Kto wie, może kucharz z niego wyrośnie? ;)

 

10:32, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
piątek, 11 stycznia 2013

Chora jestem. Tzn. przeziębiona. Ale paskudnie mi. Tak więc nie zaprowadziłam dziś małego do żłobka, tylko spałam... Obudził mnie koło ósmej, dostał szybkie śniadanie, a ja dalej w kimę...

Obudził mnie znów o 9:30. Wlazł mi do łóżka, położył się obok i darł się "mamaaa", aż otworzyłam oczy. A kiedy już te oczy otworzyłam, usiadł, wziął mnie za ręce, jedną po drugiej, i zaczął podciągać do góry, żebym i ja usiadła. Rozbroił mnie totalnie :)

A na focie - w moich butach ;)

 

10:14, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (10) »
 
1 , 2