Treści i zdjęcia zawarte na tym blogu są moją własnością. Kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub po części bez mojej zgody stanowi naruszenie praw autorskich. Podstawa prawna Dz.U. 94 nr 24 poz. 83, sprost.: Dz.U. 94 nr 43 poz. 170.

Kategorie: Wszystkie | Edi | Kudłaty | szmaciaki | zołza
RSS
poniedziałek, 30 stycznia 2012

W piątek byliśmy z Edisiem na spotkaniu z jego rówieśnikami i ich mamami - moimi forumowymi koleżankami. Było super, mały cieszył się, obserwował, fajnie się bawił. Tylko dwa razy zapłakał. Raz, kiedy jedna dziewczynka zabrała mu zabawkę. Drugi raz, kiedy druga dziewczynka zabrała mu zabawkę ;) Ech, kobiety...

Następnego dnia dostałam wiadomość, że dwie dziewczyny się pochorowały - biegunka. wymioty, ogólna masakra. Pomyślałam, że to zbieg okoliczności. Ale kiedy okazało się, że kolejna choruje, a córeczka innej ma nie takie kupki, jak zwykle...

W niedzielę pochorował się K. Nudności i gorączka. Musiał zrezygnować z próby. Dziś już mu lepiej, za to ja od wczorajszego wieczora zdycham. Też delikatniej, niż koleżanki, ale nudności mam potworne, bóle żołądka i w ogóle chyba wszystkiego. Na szczęście, dziecku mojemu nic nie jest, a na dodatek jest dziś wyjątkowo grzeczny. To już kolejny raz, kiedy ja źle się czuję, a mały zachowuje się wzorowo. O siódmej wstałam, żeby go nakarmić, ale zamiast przejść do drugiego pokoju i położyć synka na matę wśród zabawek, włożyłam go do łóżeczka, a sama wskoczyłam do swojego łóżka. Edi pozwolił mi pospać do dziesiątej. Teraz zalicza drugą drzemkę, a ja czekam, aż K. wróci z pracy z lekami, bo ledwo zipię.

Ale jak tylko mi się poprawi, zacznę myśleć o kolejnym spotkaniu, a co! ;)

13:19, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (14) »
wtorek, 24 stycznia 2012

Że tak powiem/napiszę, czarne chmury nade mną...

Nie nie, nic złego się nie dzieje. Tylko ja jakaś taka... nie taka jak trzeba. Może to pogoda? Bo się, cholera, zdecydować nie może, czy mrozi, czy roztapia. Może to stąd to przygnębienie. Dziecko, które dotąd niemal aniołeczkiem było, zaczęło marudzić, jęczeć itepe, a ja ledwo wytrzymuję. Nie dość, że nic mi się nie chce, najchętniej bym się położyła i przespała się ze dwa miesiące, to jeszcze ten mój brzdąc mały jojczy co chwila. Ech, niechże mi to przechodzi, bo sama siebie mam dosyć.

21:17, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012

Byliśmy dziś w przychodni. Młody rozsyłał uśmiechy, ale jak ktoś zagadał do niego, to tak uroczo nieśmiało tulił się do mnie, zerkając tylko na gadającego osobnika, nie przestając się przy tym uśmiechać :-) No przesłodkie to było :-) Ale jak pani Dr do niego zagadała, zaraz zaczął się ryk przeraźliwy. Lekarka cieszyła się, bo, jak twierdziła, to oznaka jego inteligencji - rozpoznał chyba jej głos cy cuś. Natomiast po badaniu, kiedy siedzieliśmy po drugiej stronie biurka, pani Dr przestała być groźna i Ediś zaszczycił ją pięknym uśmiechem :)


Byliśmy u lekarza ze względu na zmiany na skórze, ale pani Dr rozwiała moje obawy. Okazuje się, że to, co mnie niepokoiło, to nic takiego, po prostu mały ma delikatną i skłonną do podrażnień skórę. Rozwija się wzorowo i jest przystojnym facetem. Ha, o tym to ja dobrze wiem! ;)

13:22, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (6) »
sobota, 14 stycznia 2012

Mrozu ni ma, śniegu ni ma, gdzie ta p!#%$&^*#@ zima? ;p

Przyszła.

Wczoraj mój mąż miał wychodne. Wrócił wesolutki o w pół do pierwszej w nocy i przyciągnął za sobą zimę, która rozhulała się dzisiaj na dobre. K. zaspał dziś i spóźnił się na egzamin, ale dał radę - dwie piąteczki :) Zdolniacha mój.

Pogoda dziś była taka, że musieliśmy zrezygnować ze spaceru. Edi nie lubi jakoś spać popołudniami w domu, ale udało mi się go ululać w jego nowej furze ;) Teraz śpi sobie już w łóżeczku, a my mamy wieczór dla siebie. Winko się chłodzi, film gotowy, Kudłaty przygotowuje się w łazience ;) Czuję, że będzie dziś wyjątkowo fajne ;) [ale mi się emotikony wkręciły dzisiaj :p].

20:08, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 stycznia 2012

Miałam wczoraj wieczorem strasznego doła...

Zaczęło się niewinnie. Przed poranną drzemką Edi marudził, nie mógł zasnąć. Nie wiedziałam, co jest. Pieluszka sucha, brzuszek pełny, nic go nie uwierało... Dopiero po chwili wpadłam na to, żeby posmarować synkowi dziąsełka żelem znieczulającym. Lepiej późno, niż wcale. Pomogło i mały usnął.

Na spacerze troszkę pomarudził, ale ogólnie było ok. Zaczęło się, kiedy jego Tatuś poszedł po obiedzie na próbę. Marudzenie, jęczenie, zawodzenie, w końcu taki płacz, że aż się zanosił. A ja chciałam płakać razem z nim. W końcu podałam mu paracetamol. Na szczęście, pomógł.

Podziwiam matki, które dają sobie radę psychicznie, kiedy ich dzieci długo płaczą. Nasz Edi bardzo rzadko marudzi, nie jestem przyzwyczajona do takich akcji, może dlatego tak ciężko mi z tym. Kiedy malutki w końcu usnął, niedługo potem wrócił K. A ja siedziałam pół wieczoru taka zawieszona w próżni... Nic mi się nie chciało i było mi po prostu strasznie smutno. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego tak się czuję. Dobrze, że mam miejsce, gdzie mogę popisać z innymi mamami - dzięki pogaduchom z dziewczynami trochę mi się poprawiło. Ale dziś już też musiałam ratować się żelem na dziąsełka... Cholerka, kiedy te zęby wyjdą???

08:37, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (5) »
niedziela, 08 stycznia 2012

Ma tylu fanów, co przeciwników. Jak zwykle są ludzie, którzy znajdą milion powodów, dla których nie warto przyłączać się do akcji. Ale Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, która gra już po raz dwudziesty, jest niezastąpiona, jeśli chodzi o zbieranie funduszy na sprzęt medyczny. Gdyby nie WOŚP, w wielu szpitalach nie byłoby sprzętu, który ratuje życie.

W ubiegłym roku sprzęt podarowany przez WOŚP uratował życie synka mojej znajomej. Mały był wcześniakiem, musiał przebywać w inkubatorze, oddychał dzięki respiratorowi. W państwowych zasobach wciąż brak funduszy na tego typu inwestycje. To smutne. Ale dzięki organizacji Jurka Owsiaka możemy pomóc. Dlaczego więc nie wyciągnąć pomocnej dłoni? Podarujmy choćby złotówkę... Możemy pomóc uratować niejedno życie. W pracy na co dzień spotykam się z maluszkami, które potrzebują pomocy. Na samo wspomnienie łzy nabiegają  mi do oczu. Kto tego nie widział, nie zrozumie. Ale uwierzcie na słowo - warto pomagać! Może dzięki tym kilku złotym wrzuconym przez Ciebie jakaś mama będzie mogła zobaczyć uśmiech swojego dziecka... :)

13:10, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (5) »
sobota, 07 stycznia 2012

Dzisiaj króciutko.

Mamy małe święto, bo dziś Edgarek kończy 7 miesięcy. Siedzi coraz lepiej, pięknie wcina chrupki - w zasadzie znikają one z okamgnieniu ;) Pełza jak szalony, próbuje podnosić pupę i podkurczać nóżki, jak do klęku podpartego, który poprzedza raczkowanie. Rozwija nam się synuś pięknie. Gada jak najęty, ale najbardziej lubi mówić "babababa" i "mamamama" ;) W tej chwili gada do rybek w akwarium ;) Cudo nasze :)

Wszystkiego najlepszego Słonko :)


16:51, ja-zolza , Edi
Link Komentarze (3) »
wtorek, 03 stycznia 2012

Wczorajszy dzień to była walka z systemem.

O godzinie 9:00 rano ruszyła strona służąca do zapisywania dzieci do żłobków. A dokładnie do składania wniosków drogą elektroniczną. Spodziewali się tego chyba wszyscy, ale i tak kosztowało mnie to sporo nerwów. System, oczywiście, zawieszał się non stop. Siedziałam od 9:00 do prawie 11:00... Skończyliśmy z numerem wniosku 1250... Dwóm znajomym mamom udało się zdobyć wnioski z numerami pięćset kilkanaście. Farciary ;p

Powinni byli załatwić lepsze serwery albo podzielić jakoś dzielnicami czy coś, może byłoby łatwiej :/

Najpierw nie można było w ogóle wejść na stronę, potem co chwila mnie wyrzucało. Odetchnęłam z ulgą, kiedy było po wszystkim. Ale tak naprawdę to dopiero początek. Będzie trzeba teraz wydrukować wniosek i iść go złożyć w żłobku pierwszego wyboru. Potem będzie jeszcze trzeba kilka razy chodzić i potwierdzać chęć, o ile w ogóle Edi załapie się na jakąś listę.

Zaczęłam myśleć, co zrobić, jeśli się nie dostanie. Do pracy wracam we wrześniu, na pół etatu. Dobrym rozwiązaniem byłaby niania - musiałaby kilka razy w miesiącu przyjść na 8 godzin [kiedy ja będę miała dniówkę i K. będzie w pracy]. Zajrzałam na "nianiowy" portal i dostałam zawrotów głowy. To nie takie proste, jak mogłoby się wydawać. Japierdziu...

Mamy jeszcze trochę czasu, w czerwcu bodajże ogłoszenie wyników, tzn. list. Wtedy będziemy myśleć, bo na razie zwoje mi się przegrzały i muszę odsapnąć.

 

09:55, ja-zolza , zołza
Link Komentarze (10) »